Otchłanie wiary: Praca bez błogosławieństwa

2 grudnia 1955

Rozważałem dzisiaj sprawę posłuszeństwa w moim życiu kapłańskim. Otóż muszę stwierdzić, że dotychczas nie było wcale nadprzyrodzonego posłuszeństwa w mojej pracy kapłańskiej. I tu leży główna przyczyna wszystkich niepowodzeń w pracy duszpasterskiej. Głównie w okresie tyskim wykraczałem poważnie przeciw posłuszeństwu – widzę to dziś wyraźnie – i wiem, że nie mam nic na swoje usprawiedliwienie.

Zawsze stawiałem sprawę w ten sposób, że ja miałem rację, chodziło mi o dobro duszpasterstwa, a proboszcz błądził, zaniedbywał swe obowiązki. Stawiałem sprawę na gruncie rzeczowym, materialnym, brałem pod uwagę samą sprawę w oderwaniu wziętą, i byłem przekonany, że właśnie sprawa usprawiedliwia moje postępowanie samodzielne i w pewnym sensie „rewolucyjne”. Teraz widzę, że jednak ten sposób stawiania sprawy był niewłaściwy. Punktu widzenia rzeczowego nie można oddzielić od formalnego – prawnego! Na pracy duszpasterskiej leżącej poza posłuszeństwem nie spoczywa błogosławieństwo Boże. Chwilowy efekt (którym się usprawiedliwiałem) jest złudzeniem! - Bo owoców trwałych nie ma. Lepiej zrobić mniej – ale na trwałe! Gdybym się poddał posłuszeństwu, skrępowana energia znalazłaby dosyć możliwości do wyładowania się, może w sposób w ostatecznej rachubie korzystniejszy.

W okresie rydułtowskim mój błąd nie występował tak jaskrawie. Wykroczenie przeciw posłuszeństwu (a raczej działanie praeter obedientiam – nie contra) były drobniejsze – w każdym razie też nie miałem zasadniczej postawy nadprzyrodzonego posłuszeństwa!

To muszę naprawić. W przyszłości całą pracę duszpasterską muszę oprzeć na fundamencie nadprzyrodzonego posłuszeństwa! O. Maksymialian będzie mi wzorem i nauczycielem.

za: ks. Franciszek Blachnicki, Trzy nawrócenia, Wydawnictwo Światło-Życie, 2011.

Dokument został dodany dnia 28-10-2013 o godz. 23:01
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.