Z Gibraltaru: Cudne manowce

Dość trudno się myśli, gdy temperatura przekracza 30 stopni C, a wilgotność bywa nawet ponad 85 %. Ale nawet najbardziej niesprzyjające warunki, czyli wschodni, duszny wiatr, zwany tutaj levante, nie zwalnia od myślenia (choć służy tutaj jako usprawiedliwienie wszystkiego, zwłaszcza braku chęci do robienia czegokolwiek). Siedzę więc sobie w tygodniu, w którym większość tekstów mszalnych kieruje nasze myśli ku Dobremu Pasterzowi, i dumam nad tym, kim On jest.

Porusza mnie myśl, że On odróżnia nasze głosy. Dla kogoś, kto patrzy na stado owiec z oddali i nie zna się na hodowli, owce nie różnią się zbytnio od siebie – no może wielkością czy barwą. W ich głosie nie ma nic indywidualnego – po prostu beczenie. A pasterz rozróżnia je – każda jest dla niego inna, każda ma swój głos, nawet swoje własne imię. Zna ich przyzwyczajenia i słabości. Po miesiącach obserwacji potrafi przewidzieć ruch poszczególnych owiec. Pasterz nie jest tylko neutralnym obserwatorem ani tylko właścicielem wełnianego biznesu. Dla niego owce są czymś więcej niż utrzymaniem, są integralną częścią jego życia.

Miło jest uświadomić sobie, że dla Boga jestem wszystkim. On zna mój głos, moją indywidualność, moje wady i zalety. Potrafi przewidzieć moje narowy. Dla Niego mogę być sobą. Nie muszę się wcale upodabniać do innych, przefarbować, przystrzyc do rozmiaru. Mogę być sobą. Nawet czarną owcą czy starym baranem. Mogę być sobą i w Jego stadzie jest dla mnie zawsze miejsce. Nigdy nie będę mniej ważny. Całe Jego istnienie skierowane jest na zapewnienie nam wszystkiego tego, czego potrzebujemy do szczęścia. Pasza, woda, cień, bezpieczeństwo… Wszystko, absolutnie wszystko.

Oczywiście ja kombinuję jak koń pod górkę, jakby się tu wyrwać ze stada na jakąś lewiznę, żeby przez chwilkę poczuć się niezależnym – „prawdziwie” wolnym. Wszak jak nie będę kontrolowany przez Pasterza, to będę sobie mógł pohasać jak sarenka (no ja to raczej jak nosorożec). Wiatr we włosach, (u mnie to ciut trudno, prędzej wiatr w oczy). Ach, ta niczym nie ograniczona wolność. Bycie sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Samodzielność, samospełnienie. A na końcu samozagłada. Bajer!

Po co mi pasterz, który mnie ogranicza, lepiej być samodzielnym. Przecież stado to zagrożenie, bo mi podjadają najlepsze kąski, tratują piękną trawę i na dodatek ciasno z nimi i śmierdząco, o hałasie nie wspomnę. Stado może być dla mnie zagrożeniem, bo w nim tracę nie tylko swoją wolność, ale i indywidualność. Jestem tylko trybikiem w maszynie. Kolejnym podobnym egzemplarzem. Więc lepiej pobrykać sobie na stronie, a do stada wrócić tylko w wypadku wilka. No wtedy to niech mu pasterz pokaże, gdzie raki zimują.

Fajnie sobie tak zaliczyć te cudne manowce i czasem posmakować jakiś specjałów, co to ich pasterz zabrania. Wszak wszystko jest dla ludzi… Jak się nie spróbuje, to nie wiadomo, dlaczego mam z tego zrezygnować. Miło jest pomyśleć sobie, że całe moje życie to kwestia napasienia się i spełniania swoich zachcianek, nie podejmowanie odpowiedzialności ani za siebie, ani za innych. Takie życie dla siebie samego.

Jednak wolę być w stadzie Dobrego Pasterza, który oddaje za mnie swoje życie. Przynajmniej dla Niego jestem najważniejszy na świecie i moje sprawy są dla Niego priorytetowe. To, co moje, jest dla Niego ważniejsze od tego, co jest Jego. Nie jestem dla Niego tylko uciążliwym obowiązkiem ani zbędnym balastem. Jestem cenny, tak cenny, że płaci za mnie sobą samym.

W tym wielkanocnym czasie możemy z wielką radością zobaczyć owoce Śmierci i Zmartwychwstania. Możemy pogłębić rozumienie nowego życia. Jeśli nie zobaczymy w Jezusie naszego Dobrego Pasterza, to będziemy Go pojmowali jako despotycznego, więziennego klawisza, albo jako nawiedzonego filozofa. Jego prowadzenie nas przez różne doliny życia, w tym najciemniejsze, jest podstawą poczucia bezpieczeństwa w naszym życiu. Z Dobrym Pasterzem wszystko jest możliwe. Wszystko mam, kiedy Pasterzem moim jest Pan. Wszystko, to także rzeczy i sprawy niemiłe, nie po mojej myśli, nieudane, niechciane. Ale we wszystkich On jest obecny, nie jako widz czy kibic, ale jako Pasterz, który strzeże, towarzyszy, troszczy się, bierze na ramiona, a kiedy trzeba, oddaje swoje życie. To jest Dobry Pasterz. Nikt nie jest taki jak On.

ks. Maciej Krulak

Dokument został dodany dnia 15-05-2014 o godz. 23:29
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.