oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

KODA - Kurs Oazowy dla Animatorów

KWC Krucjata Wyzwolenia Człowieka

Źródło i szczyt - liturgia

Nasze strony

ks. Wojciech Danielski

Diecezjalna Diakonia Ewangelizacji w Tarnowie

Domowy Kościół w Niemczech

Wehikuł Ducha Świętego
O ewangelizacji, ekumenizmie i chrzcie w Duchu Świętym z Andrzejem Sionkiem rozmawia ks. Tomasz Jaklewicz.

Ks. Tomasz Jaklewicz: Na moich pierwszych rekolekcjach oazowych usłyszałem, że mam przyjąć osobiście Jezusa jako Pana i Zbawiciela. Nie wiedziałem, jak to się ma do tego, że przecież przyjmowałem Jezusa w Komunii, chodziłem do spowiedzi. Jak pogodzić przepowiadanie ewangelizacyjne z normalną, sakramentalną formacją w naszym Kościele?

Andrzej Sionek: – Kościół katolicki mówił od wieków raczej o krzewieniu wiary niż o ewangelizacji. Termin „Ewangelia” był odniesiony do katolickiego nauczania rozumianego jako całość. Akcentowaliśmy, że ten proces trwa całe życie. Nie pojawiał się jednak żaden przełomowy moment decyzji, który byłby bramą do osobistego przeżywania rzeczywistości sakramentalnej. W tym czasie protestanci akcentowali, że wiara potrzebuje dojrzałej, suwerennej decyzji człowieka i często uznawali, że to już właściwie wszystko, nie mówili już tak wiele o procesie wzrostu. Te dwa spojrzenia uważano za kontrowersyjne, ale – z perspektywy mojego doświadczenia wiary – mogę powiedzieć, że ewangelizacja jest procesem, co prawda obejmującym całe życie, ale musi pojawić się w niej wyraźny akt wyboru, suwerennej decyzji człowieka, który uznaje panowanie Boga nad sobą.

Rzeczywiście, wielu katolików nigdy świadomie w dorosłym życiu nie zadeklarowało, że Jezus jest ich Panem. Ale – z drugiej strony – każde pójście na Mszę czy do spowiedzi jest tego potwierdzeniem.

– Kościół dostrzega dzisiaj, że w katolickiej formacji jest pewien niedostatek. Dlatego mówimy o nowej ewangelizacji, która rozpoczyna się od głoszenia słowa Bożego ochrzczonym, którzy nigdy nie podjęli osobistej decyzji, by odpowiedzieć na wyraźne głoszenie Ewangelii Chrystusowej. Taka decyzja to niezbędny element, który owocuje osobistą relacją z Jezusem jako Panem i Zbawicielem, poddaniem się Jego panowaniu i otwarciem na działanie Ducha Świętego. Możemy powiedzieć, że w inicjacji sakramentalnej otrzymaliśmy Ducha Świętego, ale pytanie, czy On otrzymał nas? Teologia mówi, że sakramentalna łaska pozostaje pewną możliwością, z której niekoniecznie korzystamy. Język biblijny jest prostszy. Jeśli jest w nas Duch Święty, powinna być widoczna aktywność Ducha w życiu wierzącego. To jest nowe narodzenie, o którym mówi Jezus w rozmowie z Nikodemem.

Czytamy w Dziejach Apostolskich, że św. Piotr wygłosił jedno kazanie, po którym nawróciło się 3 tysiące ludzi. My głosimy 3 tysiące kazań i nawraca się niewielu. Dlaczego nasze przepowiadanie jest tak mało skuteczne?

– Bo w głoszących Ewangelię brakuje tego przemieniającego życie spotkania z Jezusem Chrystusem. Brakuje doświadczenia Jego panowania w mocy Ducha Świętego. Ta fundamentalna prawda została przypomniana Kościołowi w Polsce przez ks. Franciszka Blachnickiego. nazwał on przyjęcie tej prawdy przewrotem kopernikańskim Dla mentalności Kościoła w Polsce. Ewangelizatorem jest zawsze Duch Święty. To On powołuje ludzi do udziału w tym procesie. Widzimy w Dziejach Apostolskich, jak Kościół staje się „wehikułem” Ducha Świętego. Dzięki temu zgromadzeniu dochodziło do inwazji królestwa Bożego w tym świecie. Dlatego potrzebujemy ponownego otwarcia się na Ducha Świętego, Jego namaszczenia, Jego aktywności w każdym głoszącym Ewangelię. Potrzebujemy też odnowionej świadomości, czym jest samo głoszenie.

Czym zatem jest głoszenie Ewangelii?

– Jest ono komunikowaniem życia, które jest w nas, ale z nas nie pochodzi. Ewangelizowanie nie jest pobożnym opowiadaniem o Panu Bogu. Dzisiaj ludzie nie chcą słuchać o Panu Bogu. Kiedyś na oazie młodzież powiedziała mi tak: „Jeśli Pan Bóg jest, to chcemy Mu się poddać, ale jeśli Go nie ma, chcemy korzystać z życia”. Tego typu postawa jest w wielu młodych ludziach. Jeśli jest Bóg, to nam Go dajcie, a potem możemy o Nim rozmawiać. To jest paradoks. Bo z jednej strony jest niesłychany głód Boga, ale z drugiej strony ludzie nie chcą słuchać o Panu Bogu. Oni Go chcą spotkać, doświadczyć. Z uwagi na niezaspokojone potrzeby duchowe, młodzi ludzie gotowi są do poszukiwań, ale jednym z ostatnich miejsc, w którym oczekiwaliby odpowiedzi, jest Kościół.

Czyli samo mówienie o Bogu to za mało...

– Ewangelizacja jest ogłaszaniem faktów, czyli tego, co Bóg zrobił, co stało się też i w moim życiu. Akcentujemy dziś, że potrzebujemy kerygmatu (przepowiadania podstawowych treści Ewangelii). To prawda, ale bez życia, którym żyje sam głoszący, kerygmat pozostanie tylko opowiadaniem, jak każde inne. To nie dotknie życia innych ludzi, jeśli wcześniej nie dotknęło życia głosiciela. Życie rodzi się z życia. Jeżeli, głosząc kerygmat, dajesz świadectwo o tym, co ta nowina zrobiła w twoim życiu, to takie świadectwo ma moc uobecniania Boga w życiu tych, którzy słuchają. Kościół ma za zadanie stawiać ludzi w Bożej obecności. Nakaz misyjny Jezusa oznacza stawianie narodów w obecności Boga. Bóg mógłby uczynić to sam, ale On chce iść razem z tobą, czynić to, co zaplanował przez ciebie. Jeżeli w kimś przebudzi się już obecność Boga, wtedy będzie on sam bardzo zainteresowany tym, by Go lepiej poznać, zrozumieć, odkryć Jego prowadzenie i obietnice.

No dobrze, a Pan spotkał Boga?

– Od dzieciństwa chciałem służyć Bogu. Byłem ministrantem. Czułem się lepszy od innych. Ale problemy z dojrzewaniem, z młodzieńczą pożądliwością spowodowały u mnie wielkie poczucie winy. Chodziłem często do spowiedzi. Otrzymywałem rozmaite rady, które apelowały do mojej woli. Ale im bardziej się starałem, tym bardziej popadałem w depresję. Nie byłem w stanie wtedy przyznać się do tego, ale Dobra Nowina nie była dla mnie dobrą nowiną. Nie wiedziałem, dokąd zmierzam. Zacząłem chodzić na oazę, byłem animatorem w DA. Gromadziłem ludzi. Starałem się służyć, ale nie potrafiłem zakomunikować jednoznacznie Bożego oblicza. Czytałem u św. Jana, że Bóg jest miłością, ale we mnie coś płakało, bo ja tej miłości nie znałem. Im bardziej starałem się być dla innych, tym bardziej widziałem w tym siebie. W 1972 roku znalazłem się w Taizé i tam powiedziałem Panu Bogu: „Zabierz mi tę posługę, całe moje animatorowanie, zajmę się fizyką, bo tam przynajmniej mam jakieś sukcesy”. Z tego wołania młodzieńca, który użala się nad sobą, zrodziło się moje przebudzenie. Zauważyłem, że w jednym momencie Bóg zabrał mi wszystkie moje skrupuły. Pojawiła się we mnie jakaś wewnętrzna modlitwa „bla, bla, bla”. Wstąpiła we mnie radość. Wydawało mi się, że Ktoś mówi do mnie: „Oddaj się odnowie Kościoła”. Nie potrafiłem już myśleć o sobie, ale o Kościele. Pomyślałem, że trzeba zaprosić brata Rogera do Polski. Przyjechał wtedy do Katowic. Zawsze byłem „grzecznym ministrantem”, a tu nagle zrodził się we mnie jakiś nowy świat. Dzisiaj rozumiem, że to było moje nowe narodzenie. Co nie znaczy, że stałem się bezgrzeszny, ale pojawiło się we mnie tyle nowego światła, zrozumienia, pasji. Po powrocie do Krakowa byłem jak niespokojny duch, musiałem coś robić. Ale nie miałem języka ani świadomości, jak zakomunikować to doświadczenie innym. W mojej wspólnocie DA zaczęliśmy czytać hasła o Duchu Świętym ze słowników biblijnych. I pewnego wieczoru mieliśmy doświadczenie, że On jest obecny, pojawiła się ogromna radość, śpiewaliśmy w kółko kilka piosenek, które znaliśmy. To był dynamit. Kiedy otwarliśmy Pismo Święte, zobaczyliśmy, że ono po prostu świeci. Nie potrafiliśmy już po prostu czytać, ale zaczęliśmy je przeżywać. Przez kilkanaście dni nikt z nas poszedł na zajęcia. Duszpasterz stwierdził, że wprowadziłem naszą grupę w trans. Nie widziałem, co to jest. Udałem się do o. Piotra Rostworowskiego, aby się wyspowiadać. A on mi powiedział: „Słuchaj, przecież to właśnie tak powinno być. Spotkanie z Duchem Świętym to największe z możliwych przeżyć na ziemi. Skoro ludzie zakochani odlatują, to pomyśl, jak rzeczywiste spotkanie z Duchem Świętym może być przeżywane. To już nie są tacy sami ludzie, jest w nich nowe życie, Duch Święty ich pokieruje, zobaczysz, że tak będzie”. I rzeczywiście, nikt nic nie zawalił na studiach i ci ludzie do dzisiaj służą Panu Bogu. A ja wciąż medytuję nad tą pierwotną łaską. Studiując fizykę, zajmowałem się wysokimi energiami, ale odtąd wszystkim opowiadałem, że jest większa moc – Duch Święty. I tak rozpoczęła się moja droga...

No tak, ale wielu ludzi nie ma takich mocnych duchowych doświadczeń.

– Pan Jezus kazał apostołom czekać na obietnicę Ojca, czyli na zesłanie Ducha Świętego. Dopiero po tym wydarzeniu oni zaczynają z wielką mocą głosić Ewangelię. To pokazuje, że chrzest w Duchu Świętym, zanurzenie w Jego aktywną obecność jest nakazem Pańskim. Nie możemy głosić Jezusa inaczej, jak tylko wyposażeni przez Jezusa do tego, aby Go głosić. Wyposażenie to otrzymujemy nie w konsekwencji poszukiwania mocnych doświadczeń duchowych, ale na miarę pasji, z jaką poddajemy Bogu wszystkie dziedziny naszego życia, na miarę gorliwości w służeniu Mu, wchodzenia w Jego plan. Tymczasem postawy, jakie nam często towarzyszą, podsumowałbym tak: „Panie Boże, masz moją komórkę, mój e-mail, jeżeli coś będziesz miał dla mnie, to wiesz, jak mnie znaleźć!”. Nic dziwnego, że mamy ciszę w eterze.

Wierzymy, że sakramenty są „miejscem” uwalniania mocy Bożej. W nich otrzymujemy dar Ducha Świętego. Ruchy i wspólnoty charyzmatyczne akcentują konieczność tzw. chrztu w Duchu Świętym. Jak się ma chrzest w Duchu Świętym do sakramentów?

– Sakramenty mają komunikować życie Boże. W tym jest ich sens. I trzeba pytać, jak je celebrować i przeżywać, by tak się działo. Jednocześnie nie możemy próbować szufladkować i ograniczać Ducha Świętego, który jest wichrem i ogniem, który zgodnie ze swoją wolą każdemu udziela tak, jak chce (1 Kor 12,11). Potrzebujemy głębokiej refleksji nad doświadczeniem Pięćdziesiątnicy, które pojawiło się w Kościele katolickim z woli Ducha Świętego. Teologia musi być poddana Duchowi Świętemu. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że zdradzimy duchowe doświadczenie, które zostało nam dane. Zauważam lęk w Kościele, gdy mówi się o chrzcie w Duchu Świętym. Ale często kryje się za nim mentalność, w której najważniejsza jest troska o to, jak ocalić nasze stare bukłaki. A tymczasem powinniśmy się przede wszystkim zatroszczyć, aby nie rozlało się najcenniejsze wino. W przeciwnym razie bukłaki na nic się nam nie przydadzą, niezależnie od tego, czy stare czy nowe. To, co Bóg czyni, powinno być w centrum życia Kościoła. Jeśli są ludzie, którzy doświadczają chrztu w Duchu Świętym, nie chodzi o to, by dać im salkę, ich tolerować, ale starać się zrozumieć, co przez to Bóg mówi do Kościoła. Benedykt XVI podczas pierwszej wizyty polskich biskupów „ad limina” mówił, że nie możemy tylko akceptować poruszenia Bożego, ale uczynić je sercem życia Kościoła.

Sercem życia Kościoła są sakramenty i przepowiadanie słowa Bożego. I niekoniecznie trzeba doświadczać duchowego odlotu...

– Kiedy sam doświadczyłem chrztu w Duchu Świętym, przesunął się mój punkt koncentracji. Nie zajmowałem się już sobą, ale interesował mnie Bóg i Jego poznanie. Istotne jest posłuszeństwo Bogu, a nie to, aby wszystko rozumieć. Intelekt wyniesiony ponad miarę wielokrotnie we współczesnej historii pozbawiał chrześcijan rzeczywistego stylu życia wiarą. W konsekwencji jesteśmy w Kościele chorobliwie skoncentrowani na sobie albo na swojej wspólnocie, swojej parafii, swojej diecezji, a nawet na całym Kościele. Potrzebujemy Ducha Świętego, który nas ustawi w nowej perspektywie, tak, żebyśmy zyskali pasję poznawania Boga, któremu służymy, a On nam objawi, czego potrzebujemy.

Co konkretnie powinniśmy robić? Zamienić seminaria duchowne w szkoły nowej ewangelizacji?

– Jeśli jest dziś nawoływanie do nowej ewangelizacji, konieczne jest stworzenie odpowiedniej przestrzeni, aby ta rzeczywistość mogła się rozwijać w łonie Kościoła. Ks. Franciszek Blachnicki, wybitny teolog pastoralista (duszpasterstwa), postulował, aby teologia pastoralna ewoluowała w kierunku teologii ewangelizacji. Już w latach 90. XX w. liderzy szkół ewangelizacji mówili po cichu, że potrzebują większego wsparcia ze strony lokalnych władz kościelnych i lokalnych wspólnot. Wezwanie do ewangelizacji jest najpoważniejszym wezwaniem, racją bytu Kościoła, nie można na nią patrzeć w sposób odizolowany od całości życia Kościoła. Kilka lat temu arcybiskup Detroit kard. Adam Majda zdecydował się na reorientację seminarium duchownego. Pod hasłem „przygotowywania zwiastunów Nowej Ewangelizacji” w gronie około 100 seminarzystów i 350 osób świeckich wprowadził nową praktykę formacyjną, skoncentrowaną na ewangelizacji.

Nieraz miałem takie wrażenie, że ludzi nawróconych po ewangelizacji nie ma gdzie skierować. To zapalone światełko szybko gaśnie. Nie odnajdują się w parafii.

– Tacy świeżo nawróceni, ochrzczeni w Duchu Świętym, są niemowlakami. Potrzebują środowiska wzrostu, opieki. Ale oni jednocześnie mają niezwykłą zdolność przyciągają innych. Tak powstają wspólnoty (Koinonia). Niezbędna jest wspólnota, która głosi, dzieli się własnym doświadczeniem duchowym i bierze odpowiedzialność za ludzi. Ewangelizacja nabiera tempa w miarę, jak te nowe wspólnoty są coraz bardziej atrakcyjne i pociągające dla świata.

Jak te wspólnoty mają się do tradycyjnej parafii?

– Tu pojawia się po raz kolejny pytanie o bukłaki. Nowe wino potrzebuje nowych bukłaków. Trzeba dać tym nowym wspólnotom miejsce. Ważne, aby były to wspólnoty eklezjalne, czyli żeby były w zgodzie z autorytetem biskupa, żeby była tam Eucharystia i wszystkie inne elementy tworzące Kościół. Te wspólnoty w miarę wzrostu będą służyć parafii, a dzięki nim przemieniać się będzie sama parafia. Trudno przewidzieć, dokąd ten proces może nas zaprowadzić, ale pamiętać musimy o jednym – że jakakolwiek struktura ma o tyle sens, o ile jest w służbie życia. Pamiętajmy, że Duch Święty przekracza nasz eklezjocentryzm. Z tej choroby Kościół katolicki musi się leczyć.

Zdarza się, że ludzie po chrzcie w Duchu Świętym opuszczają struktury Kościoła i idą do wspólnot protestanckich lub zrywają łączność z Kościołem. To rodzi pewne obawy.

– Lęk jest zawsze najgorszym doradcą. Mamy zawsze do wyboru: albo miłość, albo lęk. Nie mogą nas zwyciężyć lęki. Jeśli pojawiają się tego typu obawy, to znaczy, że nie przerobiliśmy jeszcze na nowo lekcji o łasce. Ponadto istnieje pilna potrzeba pogłębionej refleksji nad tym, co wnosi odnowa charyzmatyczna w życie Kościoła, szczególnie w dziedzinie ewangelizacji. Obawiam się, że bez odnowy w naszym myśleniu nie będziemy w stanie ani rozwinąć rodzącego się nowego życia, ani go przekazać następnemu pokoleniu.

Ale nie możemy ignorować faktu, że wiele osób i nawet całych wspólnot rozbudzonych duchowo wyszło z Kościoła katolickiego.

– To prawda. W żadnym innym kraju nie powstało tyle podziałów i tyle nowych Kościołów w wyniku odnowy charyzmatycznej, co w Polsce. Jeśli pytamy, dlaczego, to moja odpowiedź brzmi: bo lęki nas zwyciężyły.

Lęki w Kościele rzymskokatolickim?

– Tak. Kiedy ukazała się adhortacja Pawła XI o ewangelizacji ks. Franciszek Blachnicki za radą papieską miał odwagę nawiązać kontakt z ewangelizacyjną organizacją Campus Crusaide for Christ (nazywaną AGAPE), wyrosłą z tradycji ewangelikalnej, aby od niej uczyć się ewangelizować. Następnie związaną z tradycją odnowy charyzmatycznej organizacją ewangelizacyjną Youth with a Mission (Młodzież z Misją). Czerpaliśmy z najlepszych doświadczeń, uczyliśmy się, w jaki sposób przyjmować dary duchowe i nimi żyć. Ta dziedzina była dla nas wówczas czymś zupełnie nowym. Częstokroć katolicy zakładają, że nowa ewangelizacja jest dziełem, które może być w pełni zrealizowane przez sam Kościół katolicki. W praktyce jednak różne chrześcijańskie kościoły i nurty potrzebują siebie nawzajem. Wszyscy chrześcijanie zmagają się z tym samym wyzwaniem, jakim jest przyprowadzenie naszego świata do światła Ewangelii. Pamiętajmy o tym, że istnieje oddziaływanie w obie strony. Protestanci, którzy pomagali nam w ewangelizacji, widząc rzesze młodych katolików z Ruchu Światło–Życie, którzy wzrastają w Duchu Świętym, zostali zachęceni do rewizji swoich postaw. Nie myśleli już o przeciąganiu ludzi do swoich Kościołów, ale o wspieraniu ruchów odnowy w Kościele katolickim. Trzeba pamiętać, że to Ruch Światło–Życie zrodził największe przebudzenie w Duchu Świętym wśród chrześcijan po II wojnie światowej w całej Europie. Od 18 lat prowadzę centrum ewangelizacyjne, otwarte na wszystkie ekumeniczne wydarzenia i ani jedna osoba nie odeszła z naszego Kościoła, za to setki osób dzięki temu centrum pozostały w Kościele, bo odkryły, że mogą w nim realizować swoje duchowe pragnienia.

wywiad ukazał się w "Gościu Niedzielnym" (nr 19/2012)

Dr Andrzej Sionek mąż, ojciec, fizyk, teolog, prowadzący ewangelizację od 1977 roku. Przez 25 lat członek Ruchu Światło–Życie, wieloletni współpracownik ks. Franciszka Blachnickiego. Pierwszy z Europy Wschodniej członek Stowarzyszenia Katolickich Koordynatorów Szkół Ewangelizacji (ACCSE 2000). Od 20 lat prowadzi autorską Szkołę Ewangelizacji i Życia Chrześcijańskiego w ramach Katolickiego Stowarzyszenia EnChristo – katolicy w służbie ewangelizacji, odnowy życia i jedności chrześcijan. Członek Sekretariatu ds. Nowej Ewangelizacji Archidiecezji Krakowskiej.

Dod. Piotr Niedzielski dnia 5-06-2012 o godz. 10:38

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

drachmaproject
Wehikuł
Wielu zaczynało od przewrotu kopernikańskiego i kończyło poza Kosciołem. Kosciół „starym bukłakiem”? Przypomnę że „Edinburgh City Fellowship” głosiło poglądy na wskros niekatolickie (np.w ramach spotkań w Dursztunie) Trochę pokory szanowny Panie (5-06-2012, 15:53)
animus60
bez tytułu
Chory Kościół i apostazja jako wyzbycie się lęku i owoc działania Ducha Św. Toż to Himalaje pychy. (5-06-2012, 21:47)
animus60
cd
Panie Sionek! Tu przeczyta Pan coś o nowych ewangelizatorach. http://www.areopag21.pl/giacinto/artykul_1984_262382223bdoktorzy-kosciola262382213b-262382113b-obroncy-wiary.html Póki Moderacja nie wytnie. (5-06-2012, 21:48)
dothos
dzięki za wywiad
Panie Andrzeju, tak TRZYMAĆ! Dziękuję panu za zaufanie, które pan pokłada z Bogu i za to jak pan za Nim podąża całym życiem. (proszę wybaczyć małe „p” w słowie „pan”, ale duże rezerwuję dla Jednego Pana). (6-06-2012, 10:45)
Krzysztof Jabłoński
Kto pozwolił na zamieszczenie tego artykułu?
Jestem w R. Ś-Ż (akt. DK) od 1991 r.Zawsze uważałem, że jestem w Ruchu najbardzie eklezjalnym w Polsce, a tu na stronie oazy czytam, słowa pseudolekarza, że Kościół musi się leczyć. Oazo, czas się określić. (21-02-2013, 19:41)
Krzysztof Jabłoński
c.d.
Na jednym z nagrań na stronie enchristo na koniec spotkania p. Sionek prosi, żeby pastor błogosławił razem z księdzem katolickim. To nie ekumenizm, to wieża babel. (21-02-2013, 20:24)
Krzysztof Jankowiak
Artykuł jest z katolickiego tygodnika
Wywiad został zamieszczony w „Gościu Niedzielnym”. Jeśli masz jakieś zastrzeżenia to zgłoś je do redakcji tego pisma. A jeśli chodzi o leczenie Kościoła, to zapraszam do lektury homilii kard. Ratzingera sprzed konklawe, które wybrało go na papieża. (21-02-2013, 20:32)
Krzysztof Jabłoński
Ad vocem Pana Krzysztofa Jankowiaka
1. Wywiad jest zamieszczony na stronie www.oaza.pl. 2. Składam zatem zastrzeżenia do redaktora strony. 3. Nie podważając renomy GN, źródło tekstu o niczym nie świadczy. 4. Chętnie przeczytam tę homilię - którą? (21-02-2013, 22:14)
KJ
Nie ma zgody
Mało mnie ruszają wezwania do „określenia się”, jeśli dotyczą one tekstu z największego tygodnika katolickiego. Zdecydowanie wolę być w jednej drużynie z „Gościem Niedzielnym” niż z... Chodzi o homilię, w której była mowa o chorobach Kościoła. (21-02-2013, 23:10)
Krzysztof Jabłoński
Ad vocem Pana Krzysztofa Jankowiaka
Z całym szacunkiem dla mojego rozmówcy, uważam, że kontynuowanie tej rozmowy nie jest owocne. Szczególnie z uwagi na uogólnienia i niedopowiedzenia, które Pan stosuje. To może powodować niepotrzebne nieporozumienia. Pozdrawiam Pana. (21-02-2013, 23:36)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Otworzyć się na radość Ewangelii (5-06-2014)

Jesteś potrzebny! (4-06-2014)

Radość Ewangelii (13-05-2014)

Nasz dar (9-02-2014)

XXIV Tyski Wieczór Uwielbienia (7-02-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.