oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Chleb

Statio - znak świątyni

Dialog małżeński - jedno ze Zobowiązań Domowego Kościoła

Nasze strony

Domowy Kościół w Stanach Zjednoczonych

Archidiecezja łódzka

Archidiecezja częstochowska

Nasz Domestic Church w Luizjanie
świadectwo ks. Piotra May-Majewskiego

Kościół Żywy – tak w początkach Ruchu nazywał wspólnotę oazową Sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki. Z taką właśnie wspólnotą katolików, z parafii Matki Bożej Królowej Niebios, spotykam się w Lake Charles w Luizjanie.

Uczestniczę w niedzielnej Eucharystii, 2 grudnia 2012, w pierwszą niedzielę adwentu. David Dawson (który wraz z żoną Kate stanowią, można powiedzieć, „parę stanową” Domowego Kościoła w Luizjanie) podczas drogi z lotniska w Houston mówił o trudnych doświadczeniach i próbach, jakie przeżywa ich wspólnota oraz poszczególne małżeństwa przed zbliżającymi się rekolekcjami. Tak zwykle bywa, że przed błogosławionym czasem rekolekcji Zły miesza, nawarstwiając trudności. Daje to jednak nadzieję, że owoce będą nagrodą za ofiary i trudy. My czujemy się jakby przez ich cierpienie osłonięci i wolni od tego rodzaju prób i trochę zakłopotani „duchowym komfortem”. We mnie dokonuje się jednak nieustanna walka i powracające pytanie: co ja tu robię – nieznający języka? Czy nie powinien jednak być tutaj ktoś inny? Pytania już teraz niepotrzebne, a zatem szybko je porzucam. Staram się zakłopotanie pokryć uśmiechem i humorem, powtarzając kaleczoną angielszczyzną kilka grzecznościowych zwrotów – w pierwszym kontakcie wystarcza i jest OK!

Wspomniana niedzielna liturgia jest początkiem odkłamywania moich wyobrażeń i stereotypów, uproszczeń i uprzedzeń, które już wcześniej zostały nieco zweryfikowane, kiedy Agnieszka i Tomek opowiadali o zeszłorocznej misji w Luizjanie (szczególnie ujęła mnie informacja o wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu w parafii). Eucharystia celebrowana z wielkim namaszczeniem i pobożnością, bez pośpiechu, z niezbędną ciszą. Dzieci słuchają Słowa Bożego w osobnym miejscu. Po drodze do osobnego miejsca niektóre zabawnie gubią drogę i potykają się, budząc u odprowadzających ich wzrokiem dorosłych uśmiech. Ks. Proboszcz całą homilię poświęcił „reklamie” Domestic Church, czyli Domowego Kościoła.

Po południu w domu naszych przesympatycznych gospodarzy, Lindy i Denisa Husers, ma odbyć się Dzień Wspólnoty dla czterech istniejących już kręgów. Do tego momentu czułem się niepewnie, jeżeli chodzi o poczucie łączności z miejscowym kościołem hierarchicznym. Wynikało to bardziej z niedoinformowania i domysłów niż jakiś obiektywnych faktów. A tu niespodzianka! Na Dzień Wspólnoty nieoczekiwanie przybył miejscowy biskup Glen John Provost. Zaprosił nas na mszę w środę (5 grudnia) do swojej rezydencji. Wtedy też otrzymaliśmy specjalne błogosławieństwo na rekolekcje w jego diecezji. To nieoczekiwane spotkanie z ordynariuszem przypomniało mi trochę dzień zawierzenia Ruchu Niepokalanej dokonanego przez kard. Karola Wojtyłę i słynne „okienko”, które znalazł, aby przybyć do Krościenka.

fot. Tomasz Talaga

Linda i Denis proponują nam udział w spotkaniu grupy biblijnej prowadzonej przez 88 letniego ks. Msg. Joseph Bourgue. Zrobił wprowadzenie do spotkania, po którym, nie wiedziałem, co powiedzieć. Mówił o Polsce, o św. Faustynie, o Błogosławionym Janie Pawle II tak, że ja nigdy nie słyszałem w Polsce nikogo, kto mówiłby z takim zapałem i szacunkiem o błogosławionym papieżu czy o naszej ojczyźnie. Byłem poruszony i zdumiony zarazem. Od tego spotkania już nie wahałem się mówić, że katolicy tej wspólnoty bardziej kochają, doceniają i starają się naśladować błogosławionego Jana Pawła II niż my w Polsce.

Wieczorny krąg w domu Jack’a i Jessici był cudownym potwierdzeniem, że Domowy Kościół w Luizjanie „załapał”. Na spotkanie jechaliśmy z animatorami Davidem i Kate. Zadałem sobie pytanie, czy po roku ich formacji możemy się czegoś nauczyć od młodej wspólnoty, my, zaproszeni jako przybywający „od źródła”? Odpowiedź jest prosta: bardzo wiele. Możemy się uczyć umiejętności wychwytywania istoty sprawy, esencji w krótkim czasie. Możemy się uczyć wierności zasadom i charyzmatowi. Amerykanie robią wszystko, co jest proponowane, bez poprawiania i udoskonalania (moje ulubione słowo: „bez majsterkowania”). Amerykanie mówią to, co ważne, najważniejsze, bez „owijania w bawełnę”. Podczas dzielenia się życiem mówią o tym, co rzeczywiście istotne, o sprawach trudnych, często bolesnych, bardzo szczerze i otwarcie np.: „mówimy to tylko wam”. Nie brakuje łez, a jednocześnie wszyscy szanują czas innych.

I oto po 2,5 godzinie wszystko jest zrealizowane i został jeszcze czas na pogaduszki: panie dyskutują o stanie błogosławionym i o dzieciach (prawie wszystkie spodziewają się pierwszego lub kolejnego dziecka), a panowie wymieniają poglądy o pracy, sporcie, remontach itp. Słuchając tego wszystkiego i będąc świadkiem tworzącej się historii czuję, że emocje nieco tłumione we mnie, w pewnym momencie eksplodują (ale to jeszcze nie wtedy).

Rekreacyjna środa była też nam potrzebna, taka „surprise”- niespodzianka od Pana Boga i naszych gospodarzy. Tomek eksploatujący aparat fotograficzny, ja za sterem motorówki (czyli „chłopcy ze swymi zabawkami”) i Agnieszka z Lindą z rozwianymi włosami w romantycznej scenerii jeziora. Nad tym wszystkim czuwający Denis.

fot. Tomasz Talaga

W czwartek, w św. Mikołaja rozpoczynają się rekolekcje. Jedziemy wcześniej do Diecezjalnego Ośrodka Rekolekcyjnego. Tutaj, jak zwykle przed każdymi rekolekcjami, modlimy się za siebie modlitwą wstawienniczą przed Najświętszym Sakramentem: Tomek, Agnieszka, David, Kate, jest z nami także Linda. Potrzebuję tej modlitwy, kiedy cała diakonia staje w jedności przed Panem. Tutaj też czuję poruszenie, aby oczyścić i umocnić się w sakramencie pokuty. Na szczęście ks. dyrektor ośrodka mówi po francusku. Zaczyna się święty, omodlony (także przez naszą wspólnotę w Łodzi) czas rekolekcji. W moich notatkach nie ma nic zapisane z tego czasu. Nie dlatego, że nic się nie działo, ale dlatego, że trzeba by wszystko zanotować. Ten czas daje też pełniejszą odpowiedź na pytanie: co sprawia, że ta nowo powstała miejscowa wspólnota jest tak dynamiczna, prężna i wierna charyzmatowi? Ostatni, nie znaczy że najmniej ważny, element odpowiedzi na to pytanie odkryjemy już po rekolekcjach.

Doświadczamy prowadzenia przez ks. Franciszka Blachnickiego. Od początku naszego pobytu modlimy się przez jego wstawiennictwo. Duch Święty jest niewątpliwie sprawcą tej dynamiki, ale bazuje na solidnym duszpasterstwie, gorliwych, mądrych i pobożnych kapłanach. Przeszło połowa małżeństw wywodzi się z ruchu formacyjnego dla świeckich ACTS: Adoracja, Wspólnota (Comunia), Teologia, Służba. Jest to jednak formacja osobna dla mężczyzn i kobiet. Tak formowani zapragnęli budować życie duchowe razem jako małżonkowie.

Olbrzymim magnesem i autorytetem jest dla nich David Dawson i jego rodzina. Przykład życia tego ojca i męża oraz jego żony Kate powraca często jako ważny motyw w podejmowaniu decyzji „za Domowym Kościołem”. Nie była to z pewnością jedyna propozycja formacji dla małżeństw, z jaką się spotkali, ale najbardziej przekonuje ich fakt, że mentorem, patronem Ruchu był kardynał Karol Wojtyła, późniejszy Papież Jan Paweł II. Kiedy słucham, jak opowiadają o błogosławionym Janie Pawle czy spotykają się ze znakiem Jego obecności – z relikwiami, to przypomina mi się Polska tuż po śmierci Ojca Świętego. „Jeżeli temu dziełu patronował Jan Paweł II, to musi być to coś dobrego” mówią. Zatem idealny, fantastyczny grunt – gleba, na którą Opatrzność Boża rzuca ziarno Domowego Kościoła. Ziarno to nadzwyczajnie szybko kiełkuje i gwałtownie się rozrasta. Bynajmniej nie jest to nic powierzchownego, ale solidny fundament, posłuszeństwo i wierność proponowanej drodze. Myślę, że Agnieszka i kilka innych osób, które pomagały jej w tłumaczeniu materiałów dla wspólnoty w Luizjanie, mogą mieć radość z tego, że nie była to praca bezowocna.

David i Kate są tak konsekwentni i wierni pierwotnym postanowieniom, że ignorują nieśmiałą propozycję, aby bez udziału w rekolekcjach ewangelizacyjnych zaproponować włączenie się do kręgów innym małżeństwom. Jest wiele małżeństw chętnych i zainteresowanych, które w tym czasie nie mogły uczestniczyć w rekolekcjach. „Zorganizujemy im rekolekcje ewangelizacyjne w maju”- mówią – „taka jest kolejność, zasada” - i kropka. Dało mi to do myślenia. Lepiej poczekać, a nie na „łapu capu”. Jest zasada, kolejność i jeżeli nie trzeba, to nie rób wyjątków – było to dla mnie bardzo pouczające. Niby wiem, ale sam kombinuję. Droga jest już dana, sprawdzona i całkiem prosta, trzeba tylko ją wiernie stosować, a nie „udoskonalać”.

Rekolekcje to kilka ważnych doświadczeń działania Boga. Każde z nich jest ważne, dlatego nie ma tu jakiegoś zamysłu w kolejności ich przywoływania.

Świadectwa tych, którzy od roku tworzą kręgi (małżonków oraz kapłanów). Niesamowite wyczucie i doświadczenie komplementarności, uzupełniania się i wzajemnej potrzeby, wsparcia – sakramentu małżeństwa i kapłaństwa. Wielu z nas kapłanów potrzebuje lat, aby to odkryć, a jeszcze więcej, by umieć się tym dzielić.

„Teraz możemy robić to już razem, a nie każdy osobno” – to często powtarzane odkrycie małżeństw. Wspominają też o walce duchowej przed spotkaniem kręgu, kiedy Zły chce odciągnąć, ale zaraz dodają, jak wiele otrzymują od Boga przez wspólnotę.

Prawdziwym świadectwem doskonałej organizacji i służby są przygotowywane przez poszczególne małżeństwa, z istniejących już kręgów, posiłki. Robią to, by uczestnicy rekolekcji ponosili mniejsze koszty. Kiedy my zajadamy się przygotowanymi przez nich potrawami, oni dają świadectwa (Tomek skrupulatnie je nagrywa - „super”, to jedno z moich ulubionych słówek angielskich, często je powtarzam).

Otwartość i szczerość w dzieleniu się, aż do łez. Gorliwi, a zarazem otwarci na drobne innowacje rekolekcyjne kapłani.

Modlitwa małżonków - wracają z niej odmienieni, żeby nie powiedzieć przemienieni. I właśnie to jest dla wielu moment przełomowy w odkryciu duchowości małżeńskiej Domowego Kościoła.

Cały czas mamy poczucie wielkiego zaplecza modlitwy i ofiary zarówno miejscowej wspólnoty, jak i naszych w Łodzi, chociaż naszymi nazwać chcemy też Domowy Kościół w Luizjanie.

Szczególnym darem są Basia i Kazik z Kanady. Pełni zapału i tak fantastycznie uzupełniający się: Basia ruchliwa i wymowna, a Kaziu spokojny i powściągliwy.

Wzruszająca była obecność naznaczonego cierpieniem małżeństwa Davida i Angeli z chorym synkiem Andrzejkiem.

Dokładnie w środku rekolekcji, kiedy o świcie przyszedłem do kaplicy i uklęknąłem do modlitwy, nagle z moich oczu zaczęły płynąć zły. Były to zły szczęścia i radości, że Pan pozwolił mi uczestniczyć w tak wielkich dziełach. To był właśnie ten moment, kiedy tłumione dotąd emocje „eksplodowały”. I dobrze.

Rekolekcje zakończyły się. Wszyscy wracają do swoich domów, gdzie czekają ich pociechy, zwykle kilkoro. Niektóre dzieci uczestniczą w niedzielnej Eucharystii przywiezione przez dziadków. Jest nas w kaplicy znacznie więcej. Są rodziny z istniejących już kręgów. Jeszcze przed rekolekcjami podczas Dnia Wspólnoty wielu mówiło, że pragną uczestniczyć w rekolekcjach. Niektórzy zatem przyjeżdżali, choćby na godzinę. Aż szkoda, że to już finał.

fot. Tomasz Talaga

Rozpoczynamy z Denisem i Lindą daleką podróż na Florydę, aby tam spotkać się z Gail Dignam. To dzięki jej obecności w Polsce i w Łodzi, gdzie prowadziła warsztaty dla nauczycieli i uczniów dotyczące abstynencji seksualnej, Domowy Kościół dotarł tutaj do Luizjany. Dzisiaj można powiedzieć, że jej ofiara odosobnienia i modlitwa do Miłosierdzia Bożego jest zapleczem dla dynamiki Domowego Kościoła tutaj na miejscu. Silna, odważna, pełna determinacji, kobieta – prorok. W sytuacji upokorzenia i ucisku nie przestaje myśleć o działaniu, ewangelizacji. Jak św. Tereska od Dzieciątka Jezus, pozostając w zamkniętym klasztorze, staje się patronką działalności misyjnej w świecie; jak Marta Robin – przykuta do łóżka, daje początek rekolekcjom prowadzącym do nawrócenia w Ogniskach Miłości na całym świecie. Także my otrzymujemy: sugestie, propozycje, wskazówki na dalszą drogę, aby nie zatrzymać się na ckliwym współczuciu, ale kontynuować rozpoczęte dzieło. Obejmuję kobietę, którą widzę i słyszę pierwszy raz w życiu i nie potrafię powstrzymać łez.

W drodze na Florydę zatrzymujemy się w miejscowości Mobil w Alabamie, u córki Lindy i Denisa. Nieoczekiwanie spotykamy księdza z Polski pracującego w jednej z tutejszych parafii. Rodzina Lindy i Denisa spędziła w nowym domu dopiero pierwszą noc po przeprowadzce. Uczestniczyli w niedzielnej Mszy wieczornej i postanowili (spontaniczne) zaprosić na kolację księdza, który sprawował Eucharystię. Ks. Mateusz – neoprezbiter, pisał pracę dyplomową o ks. Franciszku Blachnickim. Doświadczył formacji Oazowej, jest w Krucjacie, w tym domu gościł po raz pierwszy. To nie przypadek czy zbieg okoliczności. Natychmiast dzwonimy do Davida i Kate: „tak blisko macie kapłana z Polski, bliskiego formacji Światło-Życie i zainteresowanego Domowym Kościołem w USA”.

Powrót do Lake Charles konfrontuje nas ze strasznymi i przygnębiającymi wiadomościami z Polski i Europy. Profanacja na Jasnej Górze jest najsmutniejszą. Następnego dnia (ku naszej pociesze) obchodzi się tutaj wspomnienie Matki Bożej z Guadalupe. Ks. Proboszcz parafii św. Henryka umieszcza sutannę bł. Jana Pawła II w specjalnej kaplicy od rana do 22.00. W tym dniu jest odpust, a parafianie to głównie Meksykanie. O bezpieczeństwo relikwii dbają specjalnie „wyszkoleni” dyżurni - strażnicy jak Gwardia Szwajcarska na Watykanie. W kaplicy przez cały dzień jest kilka do kilkunastu osób. Przychodzą z dziećmi, niektórzy zatrzymują się jadąc do pracy, jak jeden ze strażaków, który zaparkował wielkim „drabiniastym” wozem strażackim przed kaplicą. Następnego dnia na pierwszej stronie miejscowego dziennika (americanpress.com z 13 grudnia 2012) American Press (Denis wykupił na moją prośbę wszystkie egzemplarze z najbliższej stacji benzynowej) znajduje się wzruszający artykuł ze świadectwami osób modlących się przy sutannie.

Ostania rozmowa z ks. biskupem Glenem Johnem Provost, który zniecierpliwiony już moimi nieustannymi podziękowaniami, że promuje w swojej diecezji Domestic Church mówi: „to my dziękujemy wam za ten dar” i informuje o swoich planach jesiennych związanych z odwiedzinami w Polsce.

Ostatni dzień w Lake Charles kończy się naszym udziałem w kręgu Denisa i Lindy. Specjalnie ze względu na naszą obecność został przeniesiony, nie wszyscy mogli w nim uczestniczyć. Z pary animatorskiej jest tylko Joey. Mówi o swoim złym samopoczuciu, ale jest i animuje mimo cierpienia. Część formacyjną wypełniają pytania dotyczące dialogu małżeńskiego. Denis, który z Lindą zwiedził już chyba cały świat, daje wspaniałe świadectwo o wartości rekolekcji, których nie zastąpi i nie da się porównać z najbardziej atrakcyjnym wyjazdem wakacyjnym. Trafiają z tym „w dziesiątkę”, bowiem jedną z naszych misji było zapalenie ich do długich, 15 dniowych rekolekcji, które w warunkach USA są nie lada wyzwaniem.

W piątek rano 14 grudnia wyjeżdżamy do Houston na lotnisko. W USA i w Polsce mówi się o masakrze w szkole w Newtown, gdzie szaleniec zastrzelił 27 osób, w tym 20 dzieci. Ostanie słowa, ostanie uściski i jakaś nostalgia czy pytanie: czy jeszcze kiedyś spotkamy tych ludzi, którzy dali nam czas, siebie i tak wiele? Z drugiej strony wielka nadzieja, że gdzieś w dalekiej (choć teraz już bliższej) Ameryce są katolicy, którym zależy na Ewangelii, jedności i świętości małżeństw, ochronie dzieci przed pornografią (Davit i Kate dzisiaj będą modlić się przed sklepem z pornografią, nie odpoczywają, walczą, ich zapał i gorliwość jest aż zawstydzająca). Czuję się umocniony, ale i zobowiązany, by przekazać to, co mnie poruszyło, czego doświadczyłem w tych dniach. Jak to zrobić, jak przekazać ten potencjał przeżyć? Pewnie trzeba po prostu się nawrócić i nie przegapić tej łaski.

Dzięki Ci Panie za twoją hojność!

Ks. Piotr May-Majewski

Dod. Wiola Szepietowska dnia 25-01-2013 o godz. 23:12

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Agata
Alleluja!
Pan Bóg jest dobry! dziękuję Księdzu za to świadectwo! (25-01-2013, 23:34)
Ania
Chwała Panu!
piękne świadectwo... i tak bardzo potrzebne... Dziękuję :) (29-01-2013, 8:31)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Wydawnictwo Światło-Życie na Pielgrzymce Domowego Kościoła do Kalisza (8-05-2014)

Dać to co najlepsze (22-03-2014)

Głód Słowa (1-03-2014)

Macie życie wieczne (5-02-2014)

Chrześcijanie tańczą (17-01-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.