oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

ORD - Oaza Rekolekcyjna Diakonii

Agape - piękna miłość

Obrzędy Chrześcijańskiego Wtajemniczenia Dorosłych

Nasze strony

Diecezja tarnowska

Diecezjalna Diakonia Muzyczna w Katowicach

Archidiecezja wrocławska

Dar Oazy dla kapłana
rozmowa z ks. Piotrem Filem, neoprezbiterem z Archidiecezji Przemyskiej

Charyzmat: Jest taki obraz Caravaggia, przedstawiający powołanie św. Mateusza. Chrystus wchodzi między liczących pieniądze ludzi i wskazuje palcem na przyszłego apostoła. Jak to jest, gdy nagle widzi się ten palec i spojrzenie skierowane właśnie na siebie?

Ks. Piotr Fil: W moim przypadku było nieco inaczej. To nie było jednorazowe wydarzenie. O zostaniu księdzem myślałem już od wczesnej młodości. Pamiętam, że jak chciałem się zapisać do ministrantów, ksiądz zapytał mnie dlaczego? Odpowiedziałem: dlatego, że chcę zostać księdzem. To było w drugiej klasie szkoły podstawowej. Później ta myśl wciąż mi towarzyszyła. Wiadomo, raz było to głośniejsze wołanie, czasem przestawałem o tym myśleć, ale zawsze miałem świadomość, że to ta droga, że tego chce ode mnie Bóg. Były też takie wydarzenia, które pozwalały mi potwierdzić moje pragnienie. Mam tu na myśli m.in. rozmowy z księżmi czy klerykami, które choć przypadkowe, dla mnie planującego wstąpienie do seminarium, były bardzo ważne. Teraz z perspektywy czasu widzę, że Bóg mnie przygotowywał do tego. O wielu rzeczach dowiedziałem się później, jak na przykład o tym, że moi rodzice po narodzinach każdego dziecka wybierali jedną modlitwę, którą modlili się codziennie w jego intencji. Dla mnie wybrali modlitwę „Najświętsze Serce Jezusa…”, nie wiedząc, że tą modlitwą wspólnota seminarium rozpoczyna każdy dzień.

Nie jest Ksiądz jedynym kapłanem w swojej rodzinie. Jaką rolę w odkrywaniu powołania pełnił stryj, ks. Eugeniusz? Podobno podczas sakramentu chrztu, którego był szafarzem, modlił się powołanie kapłańskie dla maleńkiego Piotra?

Tak podobno było, ja tego nie pamiętam (śmiech). Powiedzieli mi o tym rodzice, jak już byłem w seminarium. Stryjek na pewno modlił się także później o moje powołanie i w tym sensie wpłynął na mój wybór. To, że miałem księdza w rodzinie sprawiło, że kapłaństwo było dla mnie czymś znanym, widziałem nie raz modlącego się stryja. Przez to widziałem, że kapłan to też normalny człowiek mający swoje pasje, zainteresowania.

Jakie są w takim razie pasje Księdza Piotra?

Może nie będę zbyt oryginalny, ale piłka nożna w praktyce i teorii oraz twórczość Tolkiena. Kiedyś wielką moją pasją, której poświęcałem niemal każdą wolną chwilę, było wędkarstwo. Interesuję się też drzewkami bonsai.

Święcenia kapłańskie przyjął Ksiądz w tym roku w przemyskiej katedrze. Co najbardziej pozostaje w pamięci z takiej chwili?

Dla mnie osobiście ten czas był wielkim oczekiwaniem na Ducha Świętego. Związane to było z rekolekcjami przed święceniami. Tam w sposób bardzo wyraźny i namacalny Bóg dał mi poznać, że to właśnie On powinien kierować moim życiem i że jeśli będę o to prosił, to otrzymam ten wielki Dar. Dlatego moment prostracji, czyli leżenia na posadce Katedry podczas litanii do wszystkich świętych i taki prosty, ale jednocześnie bardzo wymowny, moment włożenia rąk, był dla mnie widzialnym znakiem tego że Bóg dał mi to, co obiecał: dał mi samego siebie. I to nie są dla mnie jakieś puste słowa czy jakaś regułka. Moment święceń nie przyniósł jakiegoś uniesienia, nie wzniosłem się nad posadzkę, nawet nie czułem jakiegoś uczuciowego uniesienia, ale miałem pewność, że otrzymałem Ducha Świętego, który będzie we mnie działał.

Duch Święty, symbolizowany przez grecką literę omega, znajduje się w centrum oazowego znaku, tzw. „foski”. A więc to On prowadził do kapłaństwa drogami Ruchu Światło-Życie?

Z Ruchem osobiście zetknąłem się po raz pierwszy, kiedy byłem w drugiej klasie gimnazjum. Pojechałem wtedy na swoją pierwszą oazę wakacyjną do Helusza. Te pierwsze rekolekcje bardzo przeżyłem i postanowiłem nadal jeździć na oazy. Po trzeciej klasie gimnazjum jednak nie pojechałem na rekolekcje, a później tak się poskładało, że zamiast jechać na pierwszy stopień Oazy Nowego Życia (formacja przewidziana dla młodzieży kończącej naukę w gimnazjum – przyp. red.) pojechałem na drugi, później na trzeci i dla spokoju sumienia, po drugiej klasie liceum, pojechałem na pierwszy stopień ONŻ, żeby zakończyć przygodę z Oazą zaliczeniem wszystkich trzech stopni. Na tych jednak rekolekcjach zmieniłem wcześniejsze plany i zdecydowałem, że jednak zostanę i postaram się zostać animatorem. Wtedy też podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium. I tak w maturalnej klasie zrobiłem wszystkie kursy i zostałem najpierw animatorem Ruchu, a później animatorem grupy.

Znam przypadki, gdy dzieci rodziców zaangażowanych w formację w Domowym Kościele nabierają trwałej niechęci do Oazy, która – w ich odczuciach – odbiera im czas i uwagę rodziców. Ksiądz wybrał jednak drogę Ruchu również dla siebie. Dlaczego?

To, że moi rodzice byli w kręgu DK i jeździli na rekolekcje, sprawiało mi wielką radość, nie tylko dlatego, że zostawaliśmy sami w domu, ale dlatego, że bardzo nas motywowali do wiary, do starania się o własne zbawienie. Rodzice dawali nam piękne świadectwo swojej wiary, zaufania Bogu i zaangażowania w sprawy Kościoła. To oni, gdy nasz zapał wygasał, zachęcali nas do wspólnej modlitwy, do udziału w rekolekcjach. Tak więc widziałem na przykładzie rodziców, a później już we własnym życiu, jak trwanie w Ruchu Światło-Życie może przemieniać człowieka, pomagać w nawiązaniu relacji z Bogiem. Już od początku mojego trwania w Oazie widziałem, że znalazłem środowisko wzrostu w wierze, że znalazłem wspólnotę, z którą - jeśli tylko będę chciał - mogę kroczyć do Boga.

Co Ruch Światło-Życie może dać przyszłemu kapłanowi? Jakich umiejętności nabywa się we wspólnocie oazowej, by potem spożytkować je dla dobra Kościoła?

Mnie Oaza otworzyła i nadal otwiera na drugiego człowieka. Byłem kiedyś bardzo nieśmiały, jakoś ciężko nawiązywało mi się relacje z innymi. Dzięki Oazie udaje mi się to zmieniać. Na pewno też Oaza uczy rozmowy z drugim człowiekiem o Bogu, a trwanie we wspólnocie sprawia, że nie jest się oderwanym od spraw i życia ludzi. Udział w rekolekcjach pomaga też w prowadzeniu katechezy, na co wskazywali profesorowie z seminarium uczący katechetyki. Jak mówili, od razu można było zauważyć po sposobie prowadzenia katechezy, kto prowadził grupę m.in. na Oazie. Ale co jest najważniejsze, Ruch Światło-Życie pomaga w trwaniu w jedności z Bogiem, pomaga odkrywać Go w Jego Słowie, w Liturgii, we wspólnocie. Droga do Boga wskazywana przez Ruch jest największym darem Oazy dla kapłana. W Oazie też można nauczyć się radzenia sobie z własnymi słabościami, z własnym grzechem. Bo słabości odkrywa się tam nie same w oderwaniu od innych prawd, ale w ścisłej łączności z prawdami o miłości Boga czy odkupieniu. To bardzo ważne, bo motywuje do ufności, do zaufania i starania się o własne zbawienie. Ks. Blachnicki dlatego tak bardzo akcentował „duchowe oddychanie” i mówił o prawie „życiodajnej śmierci”. Ważna jest też wspólnota, jaką tworzą kapłani związani z Oazą, bo pozwala samemu się nadal formować w Ruchu, a nie tylko być tym, kto formuje.

Sługa Boży, ks. Franciszek Blachnicki, założyciel Ruchu Światło-Życie powiedział kiedyś: „Ja nie muszę się troszczyć o plan i szybkość (…) drogi, tylko każdej chwili brać na siebie to, co we mnie jest i mówić: Jezu, ufam Tobie (…)”. To samo zdanie umieścił Ksiądz jako motto na swoim prymicyjnym obrazku. Przypadek?

Boże miłosierdzie towarzyszyło mi od dawna. Rodzice w domu nauczyli mnie koronki, później nawet wybudowali koło domu kapliczkę z Jezusem Miłosiernym. Ale dopiero w seminarium zacząłem głębiej zastanawiać się nad tym Boskim przymiotem. moja praca magisterska była właśnie o Bożym Miłosierdziu. Ale to też nie był przypadek. Na jednym ze spotkań Odnowy w Duchu Świętym w seminarium, na którym akurat byłem, prowadzono modlitwę wstawienniczą. Gdy podszedłem do jednej z grup, prowadzący na koniec powiedział mi, że Jezus chce abym trzymał się Jego Miłosierdzia, abym w każdej sytuacji ufał Mu bezgranicznie, a On będzie działał. Zastosowałem się do tych słów, więc z wyborem hasła na obrazek prymicyjny nie miałem już problemu.

Czy na drodze formacji jest coś, co przeszkadza w rozeznaniu powołania?

Wydaje mi się, że nie. Wręcz przeciwnie. W Oazie kładzie się nacisk na słuchanie Bożego słowa, Namiot Spotkania (praktyka regularnej, osobistej lektury Pisma Świętego – przyp. red.), liturgię, a przez to łatwiej usłyszeć to Boże wezwanie, łatwiej je przyjąć i łatwiej Bogu powierzyć swoje życie. I to nie ogranicza się tylko do powołania kapłańskiego, ale obejmuje również powołanie do życia w małżeństwie czy w zakonie. Każdy ma swoją własną drogę i jeśli człowiek wsłuchuje się w Jego głos, to usłyszy, co Bóg dla niego zaplanował.

Ostatnio natknęłam się na relację z rekolekcji oazowych, przeżywanych wyłącznie w męskim gronie. Co Ksiądz sądzi o takiej formie pracy z młodzieżą? To jakby przedsmak seminarium…

Pierwsze Oazy były organizowane przez księdza Blachnickiego właśnie dla samych tylko chłopaków. Nie jest to więc jakaś nowość, ale nie powinno się traktować Oazy jako przedsionka seminarium. Jest nawet taki stereotyp, że każdy chłopak w oazie to potencjalny ksiądz. Owszem, dość dużo oazowiczów idzie do seminarium, ze względu na to, o czym już mówiłem wcześniej, ale nie znaczy to, że celem formacji oazowej jest przygotowanie do seminarium czy zakonu.

Czy ma Ksiądz jakieś plany związane z Ruchem Światło-Życie? Będzie czas i siły, by nadal działać w Oazie, już jako kapłan?

W pewnym sensie nie wyobrażam sobie mojej posługi kapłańskiej bez związku z Oazą. Na swoim przykładzie doświadczyłem, że Ruch Światło-Życie to bardzo dobra droga do poznania Boga, do poznania Jego Miłości. Widziałem też wielu ludzi, którzy zmienili swoje życie właśnie pod wpływem rekolekcji oazowych. Dlatego chcę nadal posługiwać w Oazie i promować ten Ruch w parafiach, w których będę.

Z pełnym zaufaniem powierzam Księdza modlitwom czytelników „Charyzmatu” i dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Monika Jasina

Zdjęcia: archiwum domowe

tekst ukaże się drukiem w 11 numerze „Charyzmatu”, pisma Ruchu Światło-Życie Archidiecezji Przemyskiej

Dod. Wiola Szepietowska dnia 19-10-2013 o godz. 20:41

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Na wagę złota (25-07-2014)

Dać to co najlepsze (22-03-2014)

Głód Słowa (1-03-2014)

Nasz dar (9-02-2014)

Pod dobrym patronem (23-01-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.