oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Zasada kolegialności

Wyprawa otwartych oczu

Marsz Wyzwolenia Narodów

Nasze strony

Diecezja kaliska

Eleuteria

Domowy Kościół w Sandomierzu

Z Gibraltaru: Duszpasztet

Niedawno rozmawialiśmy podczas obiadu z księżmi (dzięki Bogu takie codzienne spotkania trwają blisko godzinę i są możliwością zarówno do wzajemnego poznawania się, jak i do głębokich przemyśleń) o obowiązkach duchowieństwa w Polsce. Po wyliczeniu wielu spraw, które trzeba zrobić, jeden z gibraltarczyków zapytał: „To kiedy polscy księżą mają czas na odwiedziny ludzi w domach, na wspólny posiłek z nimi, rozmowę o ich problemach?” Zdałem sobie wtedy sprawę z różnicy w priorytetach duszpasterskich.

Kolejne podobne doświadczenie miało miejsce niedawno, kiedy jedna z Polek zapytała mnie, czy można u mnie dostać opłatek na stół Wigilijny. Po zapewnieniu, że owszem, najbardziej rozbawiło mnie pytanie, czy może zapłacić w euro, bo akurat nie ma przy sobie drobnych funtów. Wciąż osłabia mnie polska mentalność usług religijnych! Mieliśmy się spotkać o umówionej godzinie przed Katedrą. Zasadniczo spodziewałem się szybkiej akcji – dam opłatek, poinformuję o najbliższych mszach, złożę życzenia i już. Stoimy przed Katedrą. Powiedziałem, co uznałem za ważne do przekazania, takie swoiste ogłoszenia duszpasterskie, a tu gadka idzie i idzie. Zaproponowałem więc, żebyśmy może gdzieś usiedli, skoro tak dobrze nam idzie. No i z „akcji opłatek” zrobiła się bardzo szczera i poważna rozmowa, wcale nie o ogółach i abstrakcyjnych sprawach, ale o konkretach życia. Po czterech godzinach rozmowy stwierdziliśmy, że oboje nie spodziewaliśmy się czegoś takiego.

I u nas idą święta.

Po raz kolejny dotarło do mnie, że do istoty chrześcijaństwa należy spotkanie z osobą. Do tego potrzeba czasu, bez konieczności patrzenia na zegarek i myślenia o sprawach, które muszę dziś jeszcze zrobić. Bardzo potrzeba nam tego, do czego wzywa nas Papież Franciszek – więzi z Bogiem i człowiekiem, dostrzeżenia naszych braci i sióstr, ich spraw i potrzeb. Nie wystarczy forma skondensowana: tradycyjne w Polsce doroczne odwiedziny duszpasterskie, które często dla obu stron spotkania wcale nie muszą być czymś przyjemnym i chcianym, a czasem stają się swoistym dopustem Bożym. Zdaję sobie sprawę, że to jest w dzisiejszych czasach bardzo trudne, ale konieczne.

Trzeba nauczyć się nam, a przez „nam” rozumiem nie tylko księży, ale wszystkich uczniów Pana, marnować swój czas na głupstwo bycia z drugim człowiekiem, nawet jeśli przez ten czas prochu nie wymyślimy i nie zreformujemy świata. O taką jałmużnę chodzi w dzisiejszym świecie. Znaleźć czas na bycie z innymi. To także dla nas najlepsze.

Dla mnie osobiście ten czas rozmowy był wielkim darem. Nie tylko czasem, kiedy mogłem coś sensownego powiedzieć, poradzić coś, wesprzeć, ale nade wszystko to był czas weryfikacji kilku ważnych prawd mojego życia. Dając sami zyskujemy! Po raz kolejny sobie uświadamiam, że niezależnie od tego, co może jeszcze tu uda mi się zdziałać, niezależnie od tego, czego się tu nauczę, to moje bycie tu ma sens. Sensu akurat nie ma myślenie, co bym mógł w tym czasie zrobić w Polsce. Nie wiem, czy ta wczorajsza rozmowa nie jest czasem cenniejsza od wielu homilii czy rekolekcji. Bo jeśli to pomoże tej osobie, to przecież było warto się tu osiedlić.

Na koniec krótkie sprawozdanie ze spotkania mojej wspólnoty (życie i posługa we wspólnocie są także formą posługi duszpasterskiej). W ostatni poniedziałek spotkaliśmy się prawie w komplecie na Eucharystii. Powiedziałem we wprowadzeniu, że dla mnie nie ma już „wy” i „ja”, tylko „my”. Wypływało to z głębi mojego serca i z przekonania. Okazało się to bardzo ważne dla mojej wspólnoty. Teraz co chwila mi to „wypominają” i zapewniają, że nie dadzą mi spokoju. Jak na razie nie dzwonią i nie walą drzwiami i oknami, ale wiem, że mogę na nich liczyć. Mam nadzieję, że czas świąt będzie szansą na weryfikację tych zapewnień.

Trzeba uważać na słowa – mają wielką moc! Warto mówić o tym, co się w środku ma. Bez sensu jest kisić się z tym wszystkim. Może właśnie dlatego piszę te słowa z Gibraltaru?

ks. Maciej Krulak

Dod. Wiola Szepietowska dnia 12-12-2013 o godz. 11:44

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Jas11
uwielbiam te rozważania
powstał GBS (gibraltarski blog duszpasterski...). Dziękuję! (12-12-2013, 22:31)
Patrycja
Słowa...
mają wielką moc, zwłaszcza wypowiedziane z głębi serca. Dziękuję o pamiętam w modlitwie. (12-12-2013, 23:16)
Magda
To Ks nie wiedział lub nie wierzył...
... że wyjazd na Gibraltar miał sens? Widać, że Pan Bóg musi bardzo konkretnie przekonywać. Fajnie, że się Ks tym dzieli. Wiele osób się w tym odnajduje. Ja też. Choć to naprawdę podstawowe sprawy... Pan Bóg jest prosty! - ostatnio to znowu usłyszałam:) (13-12-2013, 10:21)
Magda
Jeszcze jedno...:)
a propos SPOTKANIA. koleżanka, z którą pracuję, wyznała mi ostatnio, że... bardzo mnie polubiła. Jest ateistką. Jutro idę do niej na dosyć dużą imprezę urodzinową. Proszę o modlitwę, żeby przeze mnie ktoś mógł polubić Jezusa...:) (13-12-2013, 11:11)
Dorka
Cena opłatka
I tak zostaliśmy nauczeni,że ofiara (cena,opłata) MUSI być. Inaczej raczej nie przechodzi ale wiem,że są też wyjątki. (30-12-2013, 20:15)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Z Gibraltaru: Po sznurku (23-08-2014)

Z Gibraltaru: Wakacyjna szkoła słuchania (17-08-2014)

Z Gibraltaru: Rejs z delfinami (5-08-2014)

Z Gibraltaru: Owoce letniego lenistwa (28-07-2014)

Z Gibraltaru: Bezkrólewie (17-07-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.