oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Drogowskazy Nowego Człowieka - zasady życia wspólnot Ruchu Światło-Życie

Oaza Nowego Życia - podstawowy rodzaj rekolekcji oazowych

Chleb

Nasze strony

Diecezja sosnowiecka

Diecezjalna Diakonia Muzyczna w Warszawie-Pradze

Drogocenna Perła

Z Gibraltaru: Moje małpy

Być może niejeden z czytelników moich felietonów zarzuci mi, że łatwo mi pouczać Polaków, samemu mieszkając poza granicami Ojczyzny, w zupełnie innych realiach. W Polsce katolicyzm wciąż jest wyznawany przez bardzo wielu ludzi, a duszpasterstwo musi mieć charakter masowy. Nie mam zamiaru pouczać. Chciałbym podzielić się obserwacjami ze świata, który ledwie kilkanaście, no może kilkadziesiąt lat temu, był bardzo podobny do naszego.

Wielu wspomina, jak to było dawniej, gdy byli młodsi – a ludzie nie żyją tu po 200 lat – a więc dwadzieścia czy trzydzieści lat temu. Jeśli się chciało usiąść na mszy, to trzeba było przyjść z półgodziny wcześniej, a teraz można sobie przebierać w miejscach – do wyboru, do koloru. Trzeba było zostawiać drzwi do kościoła otwarte, bo tak dużo osób było na zewnątrz, a dziś kilkunastoosobowa delegacja parafialna przychodzi na mszę.

Może warto uczyć się nie tylko na cudzych błędach, ale i na cudzych sukcesach? Myślę, że wycieczki poza nasz kraj mogą być kształcące, bo zobaczymy zarówno jak było (a w wielu miejscach było podobnie jak jeszcze jest w Polsce), jak jest i jak może być i jak nie musi być w Polsce. Istnieje szansa na przyjrzenie się dobrym rozwiązaniom, jak i tym, które nic dobrego nie wnoszą. Nie chodzi mi o krytykowanie, ale o wyciąganie wniosków, aby ustrzec się popełnionych już przez innych błędów.

W Anglii, gdzie byłem niedawno na zaproszenie jednej z parafii Polskiej Misji Katolickiej, znajdziemy wiele cech typowych dla Kościoła w Polsce: więcej spowiedzi niż gdzie indziej, zwłaszcza w czasie przedświątecznym, ale i wieczne zbieganie księży w soboty (katechizacja w polskich szkołach i wszelkie możliwe spotkania w parafiach) i niedziele (sporo mszy w różnych miejscowościach parafii, często w dużej odległości), co zasadniczo sprawia, że nie mają ani siły, ani czasu na osobiste spotkania z ludźmi. Ale widać duże zaangażowanie i poczucie odpowiedzialności świeckich, którzy nie chcą się bezczynnie przyglądać, a jednocześnie nie mają zamiaru zajmować miejsca duchownym. Co warte zauważenia: niekoniecznie są to tylko osoby po formacji w Polsce. Wielu ludzi na obczyźnie wzięło sprawy w swoje ręce i postanowiło coś zrobić dla siebie i swoich bliskich, a w konsekwencji także dla innych rodaków. Czyli potrzeba chwili, swoiste ciśnienie wewnętrzne, przynosi efekty. Może właśnie teraz widać spustoszenie, jakie dokonało się w konsekwencji komunizmu w Polsce – brak wzajemnego zaufania. Lęk duchownych przed niepewnymi świeckimi, którzy mogą współpracować ze służbami komunistycznymi. Rozdział pomiędzy duchownymi i świeckimi. Między innymi to zaimpregnowało polskie duszpasterstwo i nie dokonały się pozytywne przemiany, wynikające z Soboru, który pragnął pobudzić świeckich do większej odpowiedzialności za Kościół i większej w nim aktywności.

Kiedy byłem w Belgii, zobaczyłem, co dzieje się, kiedy państwo, które najpierw tylko finansuje działalność Kościoła, potem w konsekwencji przejmuje nad nim kontrolę, zwłaszcza, gdy księżom takie rozwiązanie odpowiada i nie mobilizuje ich do jakiegokolwiek działania. Kościół w Anglii i Walii nie może pogodzić się z masowym duszpasterstwem Polskiej Misji Katolickiej i tym, że pierwsze pokolenie imigracyjne woli polskie parafie. W konsekwencji tego odpowiedzialni skupiają się na swoistym zwalczaniu PMK poprzez mnożenie formalnych utrudnień.

Polem obserwacji może być zarówno duszpasterstwo innych narodów, jak i to polonijne. To ostatnie, niestety, nosi w sobie też i piętno wad narodowych – dużo tam sporów i podziałów. Wart podkreślenia jest fakt, iż większość osób, które można spotkać w polskich parafiach w Anglii, to trzydziesto, czterdziestolatkowie, którzy założyli rodziny i wychowują dzieci. To pokolenie trudno uświadczyć w Polsce w kościołach! A więc potrzebna była emigracja, żeby doświadczyć potrzeby wiary i wspólnoty? Tu też można się sporo nauczyć. Być może na emigracji duszpasterze podchodzą do ludzi łagodniej i spokojniej: wszak parafianie to tylko ci, którzy sami się zgłoszą, a nie tylko ci, którzy zamieszkali w granicach administracyjnych parafii. Trzeba dbać o ludzi, co nie znaczy, że nie stawiamy im konkretnych wymagań, bo tylko w ich obliczu mogą się rozwijać. Ale nie chodzi też o niewolnictwo, bo z niego to akurat Chrystus nas wyzwolił.

Na koniec tych moich refleksji można by przytoczyć powiedzenie: nie mój cyrk, nie moje małpy. Ale to wszak jest także mój Kościół, niezależnie od tego, czy i kiedy wrócę do posługi duszpasterskiej w Polsce. To nadal są moje „małpy” i mój „cyrk”, choć tutaj też jest wspólnota i są ludzie, o których mogę powiedzieć moje. Na wszelki wypadek przesyłam zdjęcia moich małp (cyrku akurat nie mamy na pokładzie). Co ciekawe, Gibraltar jest jedynym miejscem w Europie, gdzie małpy żyją na wolności. Są takie ciut dziwne – nie mają ogonów i często zajmują się żebractwem na turystach, a i drobnymi kradzieżami nie gardzą. Co więcej potrafią drapnąć czy ugryźć, więc tubylcy traktują je jak zło konieczne, ale turyści aż nogami na ich widok przebierają. Jak to w życiu – punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A przepowiednia głosi, że jak długo małpy będą na Skale, to Gibraltar będzie brytyjski. Więc małpy są pod szczególną ochroną i stanowią maskotkę wizerunkową półwyspu. Obyśmy w Europie jako chrześcijanie nie dali się sprowadzić do takiej swoistej atrakcji, jak małpy na Gibraltarze.

ks. Maciej Krulak

Mam nadzieję, że szanowni czytelnicy pod koniec Adwentu są już tak zaprawieni w oczekiwaniu, że niewielki poślizg w publikacji kolejnego z felietonów nie jest aż tak dramatycznym wydarzeniem, a przy okazji można sprawdzić czy oczekiwanie na coś nowego daje radość. Być może jak dzieci zaglądają pod choinkę, tak ktoś z Was moim drodzy sprawdzał kilka razy czy już ukazał się następny odcinek moich refleksji? Byłoby miło! Opóźnienie bierze się z upragnionego przez mnie wypełnienia czasu przez obowiązki. Po prostu się nie wyrobiłem na czas.

Dod. Wiola Szepietowska dnia 19-12-2013 o godz. 23:06

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Patrycja
Niedoczas ;)
Na szczęście Pan Bóg jest poza czasem... Radość - owszem, ale nie tylko z samego faktu ukazania się kolejnego odcinka, ale z jego treści i przesłania. Dzięki! (20-12-2013, 2:52)
Tomek
Co to ma wspólnego z Ruchem..?
Z całym szacunkiem dla ks. Macieja - ale co wspólnego z Ruchem mają te jego „felietony”? Jak ma potrzebę pisania, niech sobie założy gdzieś bloga (może na nowej stronie oazowej będzie dział: „Blogi oazowiczów”?). Tu jego teksty są zupełnie nie w temacie.. (21-12-2013, 16:09)
Wiola Szepietowska
z całym szacunkiem Tomku
Ks. Maciej został tu przez nas zaproszony, i jego wypowiedzi mają wiele wspólnego z Ruchem. I owszem, będzie blogosfera na nowej stronie, a póki co jest tak, jak jest. My chcemy, żeby był w ten sposób obecny. Ty nie musisz akurat tu zaglądać. Wolna wola. (21-12-2013, 16:20)
Madziaborek
W temacie Evangelii gaudium
Nie wiem, jaka miałaby być cenzura na oaza.pl, żeby publikować tutaj tylko teksty „wspólnezruchem”... Tomku drogi, zdejmij z oczu oazowe klapki i otwórz się na powiew Ducha, prosto z Gibraltaru. To jest nowa ewangelizacja! :) ps. Ks. Maćku, robić swoje :) (21-12-2013, 19:14)
Wsiur
Wszystko
Na pytanie co to ma wspólnego z Ruchem ja bym odpowiedział: wszystko! Księże, dzięki za te teksty,bo przez nie nie tylko wiem czym Ksiądz żyje,ale w jakiś przedziwny sposób potrafię je odnieść w ostatnich tygodniach do swojego życia osobistego i ... (21-12-2013, 23:15)
Wsiur
Wszystko c.d.
...i mojej posługi w Ruchu. Ostatnio widzę,że tam na Gibraltarze dostrzega Ksiądz rzeczy,które nam umykają,a są ważne. Więc tak Księże,są tacy,którzy czekają na te felietony :-) (21-12-2013, 23:21)
Małgosia
dziękuję za kolejny odcinek :)
Bardzo mnie cieszy że mogę tu czytać felietony ks. Macieja, czekam na nie i czytam z radością :) Mają wiele wspólnego z życiem dojrzałego chrześcijanina, a do tego nas wychowuje Ruch Ś-Ż :) Dziękuję ks. Macieju za tę tutaj obecność ! (22-12-2013, 22:33)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Z Gibraltaru: Po sznurku (23-08-2014)

Z Gibraltaru: Wakacyjna szkoła słuchania (17-08-2014)

Z Gibraltaru: Rejs z delfinami (5-08-2014)

Z Gibraltaru: Owoce letniego lenistwa (28-07-2014)

Z Gibraltaru: Bezkrólewie (17-07-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.