oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Wspólnota wspólnot - parafia

Statio - znak świątyni

Oaza Żywego Kościoła

Nasze strony

Archidiecezja przemyska

Radio Fos-Zoe

Diecezja łomżyńska

Co w sobie masz, to dziecku dasz
Na Dzień Ojca - świadectwo ks. Michała Misiaka

Przedstawiamy fragmenty wypowiedzi ks. Michała Misiaka, zawartej w książce pt. „Tata po prostu jest”. Pozycja ta ukaże się jesienią nakładem Wydawnictwa Ośrodka Odnowy w Duchu Świętym w Łodzi pod redakcją Dagi Duki i Joanny Sztaudynger. Zapraszamy do lektury.


Boży szaleniec. Mnóstwo pomysłów. Postura nastolatka, uśmiech od ucha do ucha, iskra w oku, gdy opowiada o tym, czym się zajmuje. A jest o czym opowiadać. Dyskoteki inne niż wszystkie, parkour, subaru impreza, poranki głośne od chwały… Wszystko w jednym celu – by zapoznać dzieciaki z Jezusem.

Michałku…

Bóg jest dla mnie bardzo dobry. Dał mnie w leasing do wspaniałej wielodzietnej rodziny. Pamiętam, jak mój tata co wieczór zapraszał nas do wieczornej modlitwy, podczas której zapalaliśmy uroczyście świecę, modliliśmy się własnymi słowami i dużo śpiewaliśmy. Gdy tata przynosił z pracy imieninowego cukierka, dzielił go na desce do krojenia i chodził z nią po domu, szukając naszej czwórki.

Nie zapomnę, jak formie zabawy przepytywał nas z tabliczki mnożenia, potem uczył mnie żonglować, grać w szachy, uczył technik robienia brzuszków i podciągania się na drążku. Teraz w sposób naturalny przekazuję to dalej. Tata nauczył mnie również opowiadania. Jak byliśmy mali i szliśmy spać, tato gasił wszystkie światła w domu i usypiał nas. Trójka dzieci w łóżkach, jedno na rękach i zaczynał opowiadać nam „przygody”. Pamiętam jak obiecywał: „Jak będziecie grzeczni, to dziś opowiem przygodę”. Na to się czekało. Były to historie z życia naszej rodziny, jak jeździł w czasie wojska na poligony, ale też mówił nam o różnych bitwach, o królach i całej historii Polski. Czasem też przysypiał przy tych przygodach i mylił słowa, mieliśmy wtedy z bratem wielki ubaw.

Moi rodzice są we wspólnocie Domowego Kościoła od trzydziestu lat.

Rodzice dają mi duże wsparciem, ale nie ingerują w moje życie. Mama nie robi problemu z tego, że dzwonię raz na tydzień i rozmawiam tylko kilka minut. Wiem, że moi rodzice są zawsze po mojej stronie. Tak jak Bóg.

Dziadek z siekierą

Gdy byłem w trzeciej klasie szkoły podstawowe, miała miejsce pewna sytuacja, która zaważyła na moim powołaniu: Siedziałem na parapecie w swoim pokoju, pielęgnując drzewka owocowe, które sadziłem w małych doniczkach. Przez okno dostrzegłem starszą kobietę, wychodzącą z dzikiego lasku, w którym, ku przerażeniu dzieci z bloku, mieszkał „dziadek z siekierką”. Usłyszałem w sercu, że ta kobieta potrzebuje pomocy i że mam do niej natychmiast biec. Ruszyłem z miejsca, nawet nie sznurując trampek. Okazało się, że staruszka faktycznie potrzebowała mnie. Zostawiła na ławce u „dziadka z siekierką” swój płaszcz. Pokonałem strach i pobiegłem po ten płaszczyk, przekraczając magiczną granicę „terytorium wroga”. Od tego momentu wkręciłem się w pomaganie i robienie dobrych uczynków. W tych latach rysowałem nawet komiks, którego sam byłem bohaterem. Nosił tytuł Tylko Michał jeden dobry. Widać, że z pychą mam problem od dziecka.

No sex, no drugs, no alkohol

Pojechałem do właściciela klubu w sutannie. „Co to, kolęda? Tu księdza jeszcze nie było.” Był zaskoczony. Kiedy zaproponowałem mu cykl imprez „No sex, no drugs, no alkohol”, jego zmieszanie pogłębiło się, ale po godzinie oddał klucze do swojego klubu. Zrobiliśmy kampanię reklamową przez „tajne znaki” – dwa tysiące ogromnych plakatów z przebitą dłonią, rozklejonych przez jedną noc. O czwartej nad ranem skończyliśmy akcję, obklejając wszystkie autobusy w zajezdni MPK. Po tygodniu, gdy młodzież w mieście rozkminiła, o co chodzi ze znaczkiem przebitej dłoni z podpisem „LOVE”, puściliśmy na miasto plakaty z zaproszeniem na dyskotekę. W tle plakatu było nasze tajemnicze logo. Tuż przed rozpoczęciem dyskoteki, odprawialiśmy nabożeństwo przebłagalne za grzechy popełniane w danym klubie. Oddawaliśmy chwałę Jezusowi śpiewem i modlitwą w językach, a ja skrapiałem wodą święconą każdy kąt lokalu: bary, parkiety, korytarze i toalety. Zapraszaliśmy aniołów, przepędzaliśmy demony, szykowaliśmy przestrzeń dla Jezusa. Na pierwszą dyskotekę do klubu przyszło tysiąc dwieście osób. Młodzież na własne oczy zobaczyła, że można imprezować bez używek, i co ważniejsze, usłyszała o Jezusie.

Współpracowało z nami kilkunastu księży – w specjalnie przygotowanej sali spowiadali chętnych imprezowiczów. Młodzież później pisała do mnie maile: „Pierwsza impreza, po której włosy i ciuchy nie śmierdzą mi fajkami i z której wszystko pamiętam”, „Na dyskotece postanowiłem zmienić swoje życie, poszedłem do spowiedzi”, „Po tej imprezie zacząłem znów chodzić do kościoła”. Działy się cuda i nawrócenia.

Pasje, klucz do lepszego życia

Na pierwszej katechezie zawsze robię ankietę odnośnie zainteresowań moich uczniów. Rozmawiamy o nich, a gdy pojawia się coś, czego nie znam, staram się to poznać. Uczyłem kiedyś chłopaka, który trenował piłkę wodną. Kiedy pojechałem na jego mecz, grał jak nigdy wcześniej, starał się bardzo. Był dumny i cały szczęśliwy. Wystarczyło tylko, że byłem. Nasza relacja w szkole stała się inna. Przychodził po lekcjach, dzieląc się swymi sukcesami, swoim życiem. Czuł się doceniony i wysłuchany. Jak łatwo kochać i dawać szczęście…

Teraz ewangelizuję i katechizuję w szkole muzycznej. Wielu z uczniów ma swoje zespoły, więc chodzę po klubach na ich koncerty. Jestem zawsze pod koloratką. Miło jak zespół, schodząc ze sceny, podchodzi najpierw przybić piątkę ze swoim katechetą, a później cumuje przy swoich znajomych.

Parkour i inne cuda

Pewnego dnia, gdy wracałem pieszo ze szkoły, trzech chłopców wybiegło z bramy wprost na mnie. Byli umorusani od stóp do głów, ręce i kolana mieli zabrudzone od smoły. Pytam ich: „Panowie, co się stało? Gdzie się tak załatwiliście?”. Odpowiedzieli: „,Przechodzimy całą ulicę podwórkami, tak żeby nie dotknąć ziemi. Dachy, drzewa, trzepaki..”. Poszedłem z nimi, bo chcieli się popisać skokami z komórki do piaskownicy. Olśniło mnie! To jest parkour! Zapytałem ich, czy nie chcieliby poćwiczyć na sali gimnastycznej pod okiem trenera. Po powrocie do domu odnalazłem na Facebooku łódzkie środowisko parkour i zadzwoniłem do dyrektora MOSIR-u. Udało się wynająć salę do gimnastyki sportowej. Tam doświadczeni traceurzy trenowali młodych (i mnie), a w zamian za to mogli przeprowadzić swój własny trening. I zaczęła się przygoda z parkurem. Każde spotkanie zaczynaliśmy modlitwą. Na początku większość młodzieży stała w kręgu tylko bo tak wypadało, a potem już wszyscy robili znak krzyża. Po pewnym czasie udało się utworzyć Chrześcijańska Akademię Pakour i i Chrześcijańską Akademią Deskorolki.

Być na 100%

Kiedy przebywam z dziećmi, jestem ich towarzyszem. Takim, który bierze odpowiedzialność za każdego z członków grupy, dlatego pilnie obserwuję, czy nikt nie jest smutny lub krzywdzony, i słucham uważnie rozmów, które prowadzą między sobą, by wyprowadzać dobro ze szkodliwych tematów i rozwijać tematy piękne. Z drugiej strony jako starszy towarzysz daję przykład postępowania, czyli nie pluję na chodniku, nie narzekam, żegnam się przed kościołem, ustępuję miejsce w tramwaju i przechodzę tylko na pasach. Jestem też odpowiedzialny za poziom zabaw, dyskusji i przygód oraz za ukierunkowanie przeżyć dzieci na wartości, takie jak braterstwo, uczciwość, wiara czy patriotyzm. Autentyczne towarzyszenie nadaje człowiekowi autorytet. Mam świadomość, że gdy jestem wśród dzieciaków, to do mnie należy prowadzenie, animowanie i ewentualne podkręcanie moich młodszych towarzyszy, by rozwijali w sobie cnoty, dobrze się bawili i pracowali nad swoim charakterem.

Mój patron, św. Jan Bosko powiedział, że „trzeba być z młodymi, bo wtedy mniej grzeszą”. To prawda! Stają się lepsi. Młodzi chcą się mieć wartościowe, radosne życie. Świadomie czy też nie, czekają na propozycje rodziców, szkoły, parafii. Staram się nie stracić tych dzieciaków. Przygoda, misja, zaszczyt… W taki sposób myślę o ojcostwie, które realizuję będąc kapłanem Czy można być dziś dobrym tatą? Można! Potrzeba jednak pracy nad sobą, a także współpracy z Najlepszym Tatą i Jego pomysłami. Zła czy dobra przeszłość mężczyzny nie przesądza o tym, jakim będzie tatą, choć doświadczenia przeżyte na własnej skórze mają na nas wpływ. Cnoty rozwijamy, zranienia oddajemy Bogu w sakramencie i przebaczamy, czyli nigdy nie wracamy do nich w myślach i rozmowach. To, co masz w sobie, przekażesz dziecku.

Nerwy w konserwy

W jednej szkole na lekcji o sakramencie kapłaństwa zrobiłem burzę mózgów. Wypisałem na tablicy słowo „ksiądz” i pierwsze skojarzenia uczniów: pieniądze, chamstwo, polityka. Szok! Ale mieli prawo do swojego zdania. Stojąc pod tablicą, wysłuchałem do końca, co mają do powiedzenia. Następnie, po chwili ciszy, przeprosiłem za tych księży, którzy ich zgorszyli, i zaprosiłem do wspólnej modlitwy za tych kapłanów. Kolejny szok! Po modlitwie nastąpiło oczyszczenie. Ta lekcja i pozostałe katechezy wyglądały już zupełnie inaczej. Nikt nie atakował.

Na Przystanku Woodstock zostałem obrzucony śmierdzącymi obelgami. Chłopak ubrany w satanistyczną bluzę nie znał mnie, sutanna wzbudziła w nim agresję. Z miłością i pokorą wziąłem to na klatę. Dosiadłem się do niego i przez piętnaście minut słuchałem bez słowa, jak wypowiadał swój bunt, cierpienia, rozczarowania. Mówił, że ma w plecaku tyle prezerwatyw, że może mnie całego zasypać. Czułem się taki mały, niemądry. Z całej duszy wołałem, by Jezus mi pomógł, by sam go wysłuchał i uzdrowił. Patrzyłem mu w oczy i z szacunkiem słuchałem. Tyle mojego działania. Pod koniec monologu mówił już spokojnym głosem: Wiele lat był ministrantem, przeczytał raz całą Biblię, a dziś szuka prawdy i miłości. Na koniec przytulił się do mnie i przez łzy powiedział, że gdyby Bóg dałby mu łaskę powołania, to z wielką dumą i radością zostałby księdzem…
Widzę, że to działa – nie potępiać, nie oceniać, spokojnie do końca wysłuchać – nerwy w konserwy i na eksport!

Bez kompleksów!

Kiedyś miałem przeświadczenie, że ksiądz nie ma nic ciekawego do zaproponowania. Że to, co ja zaproponuję dzieciom i młodzieży, zawsze będzie gorsze niż to co da im świat. Teraz po sześciu latach pracy kapłańskiej widzę, że to Bóg ma najciekawsze przygody, najfajniejsze zabawy i wyjazdy, które przemieniają życie. On ma najlepsze pomysły! Wydawało mi się też kiedyś, że nie mogę ingerować w życie dzieci i młodych ludzi. Że ważniejsze są ich treningi, języki i inne zajęcia dodatkowe. Teraz widzę, że jako ksiądz mam prawo i obowiązek „zagospodarować” i pomóc zaplanować nie tylko czas wolny młodego człowieka, ale również całe jego życie, by je wygrał i był szczęśliwy! Dzisiaj patrzę na człowieka całościowo i wszędzie widzę pole pracy dla Jezusa, czyli też dla mnie. Widzę serce spragnione miłości.

Dod. Wiola Szepietowska dnia 23-06-2014 o godz. 8:36

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Patrycja
Bóg zapłać
za świadectwo życia i słowem tu zapisane. Pamiętam przed Panem. (23-06-2014, 15:20)
Małgosia
Dziękuję
Dziękuję Księdzu Michałowi za piękne świadectwo ale przede wszystkim za piękną postawę ewangelizowania młodzieży. Mój syn (15 lat) chodził na oazę, no właśnie chodził bo został zniechęcony postawą księdza i przestał. Szczęść Boże! (24-06-2014, 10:42)
Kasiao
Alleluja!
i do przodu :-) wielkie dzięki za świadectwo (24-06-2014, 23:47)
Marta
Bogu niech będą dzięki
Obyśmy mieli więcej takich kapłanów :) (6-07-2014, 11:17)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Wakacyjne Słowo Życia (14-07-2014)

Moja pierwsza oaza (14-07-2014)

Ołówek w rękach Boga (12-01-2014)

Oaza Modlitwy Diakonii Misyjnej: Posłani na wzór Chrystusa Sługi (30-10-2013)

Żył Kościołem! (15-03-2013)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.