oaza.pl
Światło-Życie

Strona główna · Rok wiary · O Ruchu: Świadectwa · Kalendaria: Rekolekcje · CDOR · Diakonie · Stowarzyszenie DIAKONIA · Dokumenty i materiały · Wydawnictwo · Czasopisma · Rozmaitości · Przegląd wydarzeń · e-KARTKI · Poczta przez WWW · Powiadomienie o nowościach · Kontakty · Kalendarz

 
Szukanie zaawansowane / Indeksy
Temat pracy rocznej:
13/14: Narodzić się na nowo
Domowy Kościół Krucjata Wyzwolenia Człowieka Ks. Franciszek Blachnicki
Nasz słownik

Exsultate Deo

Reguła życia - systematyczna praca nad sobą

Pogodny wieczór

Nasze strony

Wspólnota Emmanuel w Katowicach

Diecezjalna Diakonia Życia w Katowicach

Ruch Światło-Życie na Ukrainie

Rekolekcje w Kenii: Co można robić na misjach?
Przesyłamy pozdrowienia z Mitunguu, misyjnej parafii w centralnej Kenii

Wyjeżdżając na misje, trzeba się liczyć z koniecznością podjęcia różnorodnych posług. Mój mąż, Przemek, słusznie stwierdził, że osoba wysyłana na misje musi być obeznana z działalnością każdej diakonii Ruchu, a czasem nawet mieć jeszcze inne umiejętności i charyzmaty. Przez prawie trzy tygodnie pobytu tutaj zajmowaliśmy się przede wszystkim formacją różnych grup: od dzieci, poprzez młodzież, dorosłych, samotne matki, nauczycieli, uczniów, po animatorów różnych grup chrześcijańskich. Uczestnikami spotkań byli także księża i siostry zakonne, które chciały się nauczyć metod pracy w małych grupach czy prowadzenia konkretnych spotkań.

Przede wszystkim więc trzeba być zaznajomionym z formacją na różnych jej stopniach, od ewangelizacji, przez deuterokatechumenat aż do diakonii. To stąd właśnie czerpiemy pomysły na spotkania i wykorzystujemy poszczególne metody pracy w grupach (dzielenie Ewangelią, ewangeliczna rewizja życia, burza mózgów itp.). Tematykę spotkań zawsze próbujemy dostosować do problemów i potrzeb grup, z którymi się spotykamy. Na przykład, jeśli widzimy, że w danej szkole mało osób czynnie uczestniczy w Mszy Świętej, to prowadzimy szkoły modlitewno-liturgiczne, pozwalające na głębsze zrozumienie wszystkiego, co się dokonuje w czasie Eucharystii. Wszędzie staramy się poprzeć naukę Kościoła świadectwem własnego życia, co w Kenii jest przyjmowane z dużym zaciekawieniem.

Gdzie indziej, zwłaszcza wśród młodzieży, podejmujemy tematykę związaną z miłością, różnicami płciowymi, czystością i budowaniem relacji. Ani rodzice, ani katecheci i wychowawcy nie przekazują młodym żadnej wiedzy w tym zakresie. Od razu zauważyliśmy też potrzebę przygotowywania ludzi do spowiedzi, gdyż nawet wśród dzieci i młodzieży niewielka liczba osób przystępuje podczas Eucharystii do Komunii Świętej. Wśród dorosłych ten problem jest jeszcze bardziej złożony, gdyż niewiele osób zawiera tu sakramentalny związek małżeński.

Codzienne sprawy

Poza prowadzeniem spotkań, seminariów i ewangelizacji uczestniczyliśmy też w całkiem zwykłych czynnościach. Odwiedzaliśmy z księdzem chorych i młodociane matki, które porzuciły szkołę po zajściu w ciążę. Dekorowaliśmy kościół na Pierwszą Komunię Świętą i przygotowywaliśmy dla dzieci dyplomy z tej okazji. To była dla nich prawdziwa frajda, gdyż nigdy nikt tu czegoś takiego nie robił.

Pomiędzy tymi zajęciami intensywnie przygotowujemy się do poprowadzenia pierwszych rekolekcji oazowych w Kenii: drukujemy materiały dla uczestników i załatwiamy sprawy związane z ośrodkiem. Starannie wybieramy osoby z różnych parafii i grup, które będą uczestnikami rekolekcji, co wymaga prowadzenia z każdym z nich indywidualnych rozmów, dotyczących zaangażowania w życie Kościoła oraz życia sakramentalnego.

Każdego dnia jesteśmy też przez Pana wzywani do podjęcia diakonii miłosierdzia, gdyż potrzebujących, zwłaszcza dzieci, jest wielu. Brakuje im na opłaty za szkołę, obowiązkowe mundurki, odzież, a także żywność. Również bieda duchowa, uzależnienia i zniewolenia wymagają od nas nieustannego zaangażowania w ratowanie naszych kenijskich braci.

Czy warto wybrać się na misje?

Wyjazd na misje to dla mnie nie tylko wielka przygoda, ale przede wszystkim możliwość spojrzenia na swoje życie z perspektywy innej kultury i problemów. To okazja do przeżycia powszechności Kościoła oraz jego różnorodności i bogactwa. Jako szczególny dar odkrywam tu afrykański sposób sprawowania liturgii, z tańcem i śpiewami przy bębnach. Bez pośpiechu (msze niedzielne trwają nawet cztery godziny), w ogromnej radości i prostocie serca. Doświadczając tego, nie można nie zauważyć przykładu żywej i radosnej wiary, której nam czasem brakuje, a którą Kenijczycy chętnie się z nami dzielą.

Tragiczne historie życiowe, związane z HIV, sieroctwem, biedą czy wyzyskiem, które poznaję tu każdego dnia, pozwalają mi z nową mocą docenić dar mojej rodziny, spokojnego i beztroskiego dzieciństwa, bezproblemowej możliwości kształcenia się, doświadczania wspólnoty Ruchu i budowania szczęśliwego, zgodnego z Bożym zamysłem, małżeństwa. Pod tym względem wszyscy możemy czuć się tu bogaczami. Te zwykłe i – jakby się mogło wydawać – należne nam okoliczności życiowe w perspektywie afrykańskiej nabierają nowego smaku i wypełniają serce wdzięcznością wobec Boga i najbliższych.

Pole, pole i inne trudności w życiu na misjach

Wyzwania związane z posługą misyjną w Mitunguu są dla mnie próbą, ale też okazją do pracy nad sobą, nad moimi słabościami i charakterem. Jawnie obnażają brak wyćwiczenia w niektórych cnotach (np. cierpliwości) i przyzwyczajenie do wygodnego europejskiego życia.

Nasza parafia jest rozległa, dlatego często dojeżdżamy na spotkania do oddalonych od siebie nawet o godzinę jazdy ośrodków, szkół czy domów modlitwy. Do większości z tych miejsc wiedzie jedynie szutrowa, wyboista droga. Gdy wikary – ks. Eric – ma czas i samochód do dyspozycji, nie jest tak źle. Trudniej jest wówczas, gdy musimy dojść pieszo lub pojechać na miejsce spotkania piki-piki lub boda-boda, jak mówi się w miejscowych językach Kimeru i Kiswahili na taksówkę-motorek. Po kilkukilometrowej drodze można zapomnieć o czystych ubraniach. Nie zawsze jest okazja, by się choć trochę obmyć z tego kurzu. Trzeba się też pogodzić z permanentnie brudnymi butami i stopami, kurzem przedostającym się nie wiadomo jakimi sposobami we wszystkie zakamarki naszych plecaków, pokojów i odzieży. Są także komary, muchy, mrówki i inne, nieznane nam owady, które atakują z każdej strony. Przyzwyczajeni do czystości i europejskich warunków, nieustannie podejmujemy walkę z brudem i robactwem, ale z góry wiemy, że to walka przegrana.

Kolejnym problemem jest notoryczne spóźnianie się wszystkich na spotkania. Czy wyobrażacie sobie na przykład przyjść na niedzielną Eucharystię o godz. 1000 i czekać godzinę na jej rozpoczęcie? W Kenii to dość często spotykana sytuacja. I to nie tylko ze względu na oczekiwanie na księdza, ale przede wszystkim ze względu na spóźnienia wiernych. W myślach słyszę, co na ten temat mieliby do powiedzenia swoim parafianom nasi proboszczowie! Co dziwne, nikt, poza nami, nie widzi w tym żadnego problemu. Tu obowiązuje african time, czyli czas afrykański. Oznacza to, że spotkanie rozpocznie się wtedy, kiedy wszyscy chętni się zbiorą.

Innym ulubionym słowem jest pole, pole, co oznacza powoli, powoli. Przyzwyczajeni do szybkiego tempa życia, nieustannie mamy poczucie zmarnowanego czasu. Obnażeniu ulegają też nasze nerwice w tym zakresie i nieumiejętność relaksowania się.

Nigdy nie zapomnę, jak na drugi dzień po naszym przyjeździe miało się odbyć w naszej parafii spotkanie młodzieżowe o godz. 1000. Wcześniej przygotowaliśmy salę, punktualnie o 1000 nie było nikogo. Byliśmy trochę zrezygnowani, ale Iza z Judytą, które są tu znacznie dłużej, uspokajały nas, że na pewno za jakiś czas młodzież przyjdzie. Po pół godzinie czekania były aż dwie osoby. Po kolejnych trzydziestu minutach było około pięciu osób. Po dwóch godzinach od wyznaczonej pory, gdy rozpoczęliśmy w końcu spotkanie, było ponad dwudziestu uczestników.

Z czasem można się przyzwyczaić do tego swoistego poczucia czasu wśród Kenijczyków i tak planować spotkania, żeby udało się spotkać z dwoma różnymi grupami tego samego dnia. Próbujemy także uczyć ich punktualności według muzungu time, czyli „czasu białego człowieka”, ale o wielkich sukcesach w tej dziedzinie nie możemy mówić. Pozostaje nam przychodzić do kościoła na Eucharystię z Pismem Świętym i wykorzystać czas oczekiwania na Namiot Spotkania, czytanie Słowa Bożego czy inną modlitwę. Z kolei przed spotkaniami zwykle mamy dodatkową okazję na powtórzenie treści, o których będziemy mówili. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.

Jedną z największych barier, które tu spotykamy, jest nieznajomość języka angielskiego, zwłaszcza wśród starszych Kenijczyków. Wprawdzie angielski jest językiem urzędowym w Kenii, jednak sporo osób, zwłaszcza tych niewykształconych, nie mówi po angielsku. Nawet wśród młodzieży szkolnej zdarzają się z tym problemy. W takich sytuacjach potrzebujemy tłumaczy na kimeru lub kiswahili i więcej czasu na przeprowadzenie spotkania. Bariera językowa nie zniechęcała nas do tej pory do prowadzenia spotkań, choć zdecydowanie może utrudniać nawiązanie osobistego kontaktu z ludźmi i prowadzenie ewangelizacji. Tym bardziej, że często ludzie boją się przyznać, że nas nie rozumieją. Dlatego nauczyliśmy się, że w niektórych grupach bez pytania od razu prosimy o tłumaczenie na inne języki. My sami też próbujemy się uczyć choćby podstawowych słów, aby móc przywitać Kenijczyków czy im podziękować.

Poza wyzwaniami zewnętrznymi jest też wiele różnic duchowych, kulturowych i mentalnych. Na Msze Święte, sprawowane w szkołach, przychodzą wszyscy uczniowie, co oznacza, że w modlitwach biorą udział także ludzie niewierzący lub chrześcijanie innych denominacji. Tak tutaj zostało to zorganizowane, że każdy, niezależnie od swojej wiary, uczestniczy we wszystkim. Katolicy uczestniczą w nabożeństwach protestanckich i na odwrót.

Zdarza się, że osoby, będące członkami wspólnot katolickich, mimo zaawansowanego wieku, nie były jeszcze u Pierwszej Komunii Świętej, Bierzmowania a nawet nie są jeszcze ochrzczone.

Znaczna część liderów miejscowych wspólnot katolickich nie może prowadzić życia sakramentalnego, bo nie żyje w sakramentalnym związku małżeńskim.

Próbujemy wszystkim pokazać, jaką wartością jest możliwość przyjmowania Komunii Świętej, życie w małżeństwie sakramentalnym, życie w czystości oraz konieczność własnego przykładu w wierze wobec dzieci. Różnice kulturowe wpływają też na trudności w dotarciu z przesłaniem dotyczącym miejsca kobiety w rodzinie, jej godności i równości w świetle zamysłu Bożego.

Próbujemy wszystkim pokazać, jaką wartością jest możliwość przyjmowania Komunii Świętej, życie w małżeństwie sakramentalnym, życie w czystości oraz konieczność własnego przykładu w wierze wobec dzieci. Różnice kulturowe wpływają też na trudności w dotarciu z przesłaniem dotyczącym miejsca kobiety w rodzinie, jej godności i równości w świetle zamysłu Bożego.

W pokonywaniu tych barier najważniejsza wydaje mi się otwartość serca: na inne zwyczaje, inną kulturę, naukę miejscowych zwrotów grzecznościowych, poświęcenie własnej wygody i zwalczanie przyzwyczajeń. Z takim nastawieniem i przy Bożej pomocy, wszystkie trudności wydają się nieistotne. Po trudnej drodze, rozpoczętym po dwóch godzinach spotkaniu, konieczności tłumaczenia, przełamywania oporów w dzieleniu się etc. pozostaje tylko wspomnienie dobra, które ze spotkania wypłynęło, uśmiechu na twarzy innych, odrodzonej w drugim człowieku wiary i nadziei.

Magda Skibińska

Dod. Sylwia Konkol dnia 31-07-2014 o godz. 23:44

Komentarze:

1. Redakcja serwisu oaza.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść zamieszczanych komentarzy ani się z nimi nie utożsamia. 2. Komentarze są wprowadzane przez internautów w sposób niezależny od Redakcji i jako takie nie stanowią części serwisu obsługiwanego przez Redakcję. 3. Redakcja zastrzega sobie prawo do usunięcia lub wstrzymanie niektórych komentarzy bez podania przyczyn. W szczególności dotyczy to kometarzy zawierających treści, które mogą być odebrane jako obraźliwe lub nie są związane z tematem. 4. Każdy czyta komentarze na własną odpowiedzialność.

Agata
:)
Pamiętamy o Was w dniach rekolekcji! (6-08-2014, 11:49)
Renata
pole pole
Bardzo się cieszę, waszą odwagą i fantazją, bo inaczej nie byłoby tej podróży i tej relacji :) Pozdrawiam (7-08-2014, 11:36)
MZ
Pięknie
Dziękujemy za Wasze śwaidectwo :-) (19-08-2014, 14:11)
 
Tytuł:
Treść:
Podpis:
Kod:kod
Możesz edytować swój komentarz przez 15 min. po dodaniu.

Zobacz także:

Rekolekcje w Kenii: Assante znaczy dziękuję (25-08-2014)

Przygotowania do rekolekcji w Kenii (31-07-2014)

Rekolekcje w Kenii: Wsparcie finansowe (16-07-2014)

Rekolekcje w Kenii: Pierwsze kroki (15-07-2014)

Nasz człowiek w Kabindzie (24-06-2014)

© DKS Ruchu Światło-Życie. Redakcja merytoryczna: redakcja@oaza.pl. Redakcja techniczna: webmaster@oaza.pl
Informacja o cookies.
Contact our HP Department if you are desperate to get black listed.